
"Tęcza" "Nasz dom" "Port" "Przy sercu" "Zakątek"...
Prawda, że ładne nazwy?
To niektóre nazwy Domów Dziecka.
Dobrze, że są, bo gdzieżby się podziały sieroty?
Kiedyś dzieci pozbawione opieki rodzicielskiej tułały się głodne po świecie, pozbawione dachu nad głowa, skazane były na okropne życie.
Dziś do domów dziecka trafiają głównie dzieci, których rodzice nie potrafią się nimi zająć, nie dają opieki, albo co gorsza znęcają się nad nimi. Nie przesadzę, jeżeli napiszę, że jedynie kilka procent dzieci trafiających do placówek opiekuńczych jest sierotami. Reszta podopiecznych MA rodziców, żyjących, chodzących po tym świecie, a jednak do roli rodzica zupełnie się nie nadających. (dziś pomijam przypadki zupełnie nieuzasadnionego odbierania dzieci normalnym rodzicom.)
Rośnie sobie takie dziecko w ciepłym domu, nakarmione, lepiej lub gorzej wychowywane lub kochane. (Wszelkie niedociągnięcia lub wynaturzenia nie są tematem tego wpisu.)
Potem dziecko dorasta.
Kończy 18 lat i przestaje być dzieckiem, więc nie powinno się dalej w domu dziecka znajdować.
Niby logiczne.
Zastanawialiście się, co owymi wychowankami dzieje się po wejściu w dorosłość?
Oczywiście, jeżeli wychowanek dalej się uczy (i nie sprawia kłopotów) może jeszcze pozostać pod opieką DD do zakończenia nauki. Co potem?
Wraz z wkroczeniem w pełnoletniość "absolwent" składa podanie o mieszkanie.
Wiadomo, że na mieszkania komunalne dość długo się czeka - to jeden z problemów. Drugim jest to, że takie mieszkanie trzeba wyposażyć (często najpierw wyremontować), a potem utrzymać.
Młodzi absolwenci zasadniczych szkół zawodowych lub techników (studenci wśród wychowanków nie są regułą) nie zarabiają w naszym kraju (o ile mają pracę) zbyt wiele.
Młoda osoba wchodząca dopiero w życie zawodowe, lub mająca problemy ze znalezieniem pracy, wychowana w rodzinie, przeważnie może nadal liczyć na kąt u rodziców, dopóki się nie usamodzielni. Wychowanek placówki opiekuńczej łatwo może się znaleźć w noclegowni.
Nawet ten uczący się.
Wystarczy, że raz, czy dwa nie dostosuje się do regulaminu - co
nie jest trudne. Wcale nie trzeba sobie pozwalać na jakieś ekscesy -
wystarczy się spóźnić wieczorem, czyli wrócić później niż o
dwudziestej...

Wystarczy też, że ukończy naukę przed osiemnastką, nie ma przydziału mieszkania, albo nie może znaleźć pracy.
Domu dziecka mają swoje regulaminy i jak nazwa wskazuje przeznaczone są dla dzieci - dorosły więc musi opuścić dotychczasowe lokum.
Wtedy ląduje w innej placówce socjalnej - noclegowni, lub "Domu samotnej matki", który, wbrew nazwie, służy nie tylko matkom, ale po prostu kobietom bez dachu nad głową.
Nie wyobrażajcie sobie jasnych, przestronnych pokoi z potrzebnym wyposażeniem. W razie potrzeby to miejsce zamienia się w przepełnione koczowisko z materacami na podłodze - schronienia (na szczęście) udzielają wszystkim potrzebującym ... Dach nad głową jest ? - jest, nie wystawiono wychowanka na ulicę? - nie wystawiono. Znaczy, że instytucje wypełniły swój obowiązek.
Należy przyznać, że wychowawcy najczęściej starają się przechować wychowanków jak najdłużej, lub pomagają pokonać przeszkody formalne w zdobyciu dachu nad głową. Nie zawsze jednak jest to możliwe.
Bywa, że na jakiś czas znajdzie się miejsce w internacie szkoły, do której uczęszczają (o ile szkoła takim dysponuje). A co po skończeniu szkoły, nim znajdzie się jakaś praca?
Jaką przyszłość ma - ciągle jednak dziecko, mimo 18 lat - uczące się i otrzymujące pięćset złotych stypendium, za kontynuowanie nauki?
Pokoju nie wynajmie, jedzenia nie kupi, zasiłku dla bezrobotnych nie dostanie.
Może rzucić naukę i iść do pracy.
Tylko jakiej?
Jakie ma perspektywy bez zawodu, bez umiejętności, bez oparcia w rodzinie?
Tęcza jakoś traci barwy...
Gdzieś po drodze jest błąd i chyba nawet wiem jaki.