piątek, 12 maja 2017

Takich już nie ma...



http://static.prsa.pl/images/101ae91b-9f30-45ff-8853-c920e98f15b3.jpg                               12 maja 1935
"Cieniom królewskim przybył towarzysz wiecznego snu. Skroń jego nie okala korona, a dłoń nie dzierży berła. A królem był serc i władcą doli naszej. Półwiekowym trudem swego życia brał we władanie serce po sercu, duszę po duszy, aż purpurą królestwa swego ducha zagarnął niepodzielnie całą Polskę."                                [Ignacy Mościcki w dniu pogrzebu Marszałka]
                        

sobota, 8 kwietnia 2017

Pomarańczowo

Kolejny komplet podkładek już wyjechał w świat.
Kolor na zamówienie - zrobiło się smakowicie i soczyście.
Bawełniana "łączka" naszyta na surówkę lnianą - mięciutką i bardzo przyjemną w dotyku, 30 x 40cm. Są oczywiście pikowane. Na odwrocie równie soczyste pomarańczowe kwiaty na bawełnie.

Nie wiem, co będzie następne, bo mam przygotowanych kilka zestawów kolorystycznych, a pomysłów jeszcze więcej. Tylko czas... No i przyznam, że trochę wysiadają oczy i nadgarstki.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Szycie

Wróciłam do szycia.
Zajęć mi nie brakuje, dzień jest zwykle za krótki, ale...
Zaczęło się od tego, że ktoś, coś sobie zażyczył, i poszło...
Koleżanka przysłała wzór pikowanej podkładki stołowej, która już nieco się zużyła i poprosiła o "takie coś" w kolorystyce czerwono - zielonej (35cm x 25cm).

  a potem w beżo - różach. Teraz mogę się przyznać, że namęczyłam się niemało.

Spinanie, fastrygowanie, pikowanie, układanie, dobieranie kolorów... Uff.
Przy trzecim komplecie było już łatwiej.
Powstała też wersja zimowo - świąteczna.
I następna, już wiosenna (dostępna, 6szt, ok.35 x 25):
A potem miała być wariacja na temat kratek w granacie i szarościach (40x30):
Z rozpędu popełniłam kolejne niebieskości (jeszcze dostępne, 6szt, ok.35 x 25):
Po drodze uszłam jeszcze sówki - przytulanki, dla bliźniaczek...
Aktualnie szyję kolejny komplet podkładek, w zamówionych kolorach, ale zdjęcie będzie po ukończeniu.
c.d.n.




niedziela, 5 marca 2017

Kiedy nie chce mi się wędzić

Jeżeli nie ma się nowoczesnej wędzarni z bajerami, termometrem i wszelkimi udogodnieniami, ale zwykłą "budkę", która działa tylko wtedy, gdy pali się odpowiednie drewno, nie zawsze chce się (nie zawsze ma czas) wędzić.
Pilnowanie spalania, dokładanie drewienek jest zajęciem miłym i relaksującym, ale życie czasami gna.
Chyba już kiedyś pisałam o mięsach na zimno, które doskonale zastępują wędliny pełne konserwantów. W sklepach mamy ogromny wybór wędlin, ale dla mnie wszystkie smakują tak samo - chemicznie. W dodatku bardzo szybko robią się paskudne. Wędliny "naturalne", czy też "eko" są za to nieprzyzwoicie drogie - co przy piątce ludzi w domu (3 mężczyzn), z czego najmłodszy jest ciągle jeszcze na etapie rośnięcia i pochłaniania "konia z kopytami" - nie wychodzi na zdrowie portfelowi.
Ponieważ dawno na blogu mnie nie było (rutyna życia nie skłania do wpisów) - postanowiłam tym razem podzielić się swoim sposobem na zdrowe i bardzo smaczne jedzenie.
ŁOPATKA (kulka) LUB SZYNKA DUSZONA
Łopatka wieprzowa lub szynka (mięso) są do dostania w sklepach po kilkanaście złotych z kilogram.
  • Ja zwykle biorę zwarty kawałek w wadze około 1 kilograma (może być trochę więcej, lub mniej). 
  • Wkładam do woreczka i zasypuję solą i przyprawami, wszystko potrząsam, przewracam, pocieram, aż całe mięso, ze wszystkich stron jest pokryte grubą warstwą przyprawy. Sól dodaję do przyprawy. (na kilogram 2-3 łyżeczki)
Może to być ulubiona kompozycja przypraw własnej roboty, albo gotowy dodatek np. do grilowania, jeżeli ktoś lubi czosnek - można natrzeć czosnkiem, albo papryką. Dowolnym ulubionym ziołem.
  • Zakręcam woreczek i wkładam na kilka godzin do lodówki. 
  • Potem wrzucam mięso do brytfanny  na rozgrzany tłuszcz (smalec), obsmażam ze wszystkich stron, dodaję kubeczek wody i duszę przynajmniej godzinę. Wodę trzeba uzupełniać, żeby się mięso nie przypaliło.
  • Zestawiam garnek z pieca i pozwalam mięsku wystygnąć, dopiero zimne daje się ładnie kroić w plasterki. (ciepłe się kruszy i rozłazi).

MIELONKA W OTOCZCE Z GALARETKI
Dokładnie zmieszać:
  • kilogram mielonego mięsa wieprzowego, przyprawy (wg upodobań: sól, papryka, czosnek, pieprz, lub "gotowce" - ja daję marynatę staropolską)
  • i 5 - 6 łyżeczek żelatyny w proszku
  • zmieszaną mielonkę wkładam do woreczka przeznaczonego do gotowania i do szynkowara, który umieszczam w kąpieli wodnej w większym garnku pełnym wody. Wszystko musi się gotować ponad godzinę. 
  • Potem szynkowar wyjmuję z gorącej wody i pozwalam całości wystygnąć, po czym wkładam jeszcze wszystko do lodówki.
Po dokładnym wystudzeniu wszystko daje się pięknie kroić w cienkie plasterki.

Kto nie ma szynkowara może włożyć wszystko do dowolnego garnka (byle dość głębokiego) który można umieścić w kąpieli wodnej tak, żeby był zanurzony co najmniej do górnego poziomu mięsa. Jeżeli nie umieścimy mięsa w woreczku - może być problem ze zgrabnym wyjęciem całości z naczynia.

Czas do Wielkanocy minie zapewne bardzo szybko, a wtedy będzie doskonała okazja do zrobienia własnego pasztetu pieczonego.
SMACZNEGO!

wtorek, 13 grudnia 2016

Trochę pomarudzę




Dzisiejsza data jest bardzo szczególna dla wielu ludzi, dla mnie zaś jest niezwykła podwójnie.
To dzień moich urodzin.
Już jakiś czas temu wyparowała ze mnie dziecięca ekscytacja tym dniem, oraz oczekiwanie na to, że będę nareszcie starsza, potem - że dorosła. Teraz ze zdziwieniem patrzę na pojawiające się cyfry i choć może jeszcze nie tak bardzo, ale coraz mocniej zaczynam odczuwać upływający czas. Ze zdziwieniem stwierdzam, że dostaję zadyszki goniąc do autobusu, do czytania i pisania zakładam okulary, a zamiast imprez wolę święty spokój.
Dość niezwykłym odkryciem jest dla mnie, że właśnie stałam się starsza od mojego starszego brata, który nie doczekał urodzin z tą liczbą, jaka dotyczy mnie dziś.
Tyle o mnie.
Co zaś tyczy się tej daty szczególnej dla całego kraju - ze zdziwieniem otwieram oczy i nasłuchać się nie mogę kłamstw, jakie w tej chwili się opowiada o wydarzeniach sprzed 35 lat.
Czy oszuści wygadujący bzdety o tamtych wydarzeniach i ludziach nie mają świadomości, że są ludzie, którzy pamiętają, jak było na prawdę? Czy myślą, że nie pamiętamy kto, po której stronie barykady stał? Czy są tak głupi, że chcą się wyprzeć zamordowanych, pobitych, zmaltretowanych, których jedynym przestępstwem było wołanie o wolność i prawdę?
Katów i oprawców otacza się honorami, najgorsze szuje, donosicieli i zwykłe świnie obdarza się ponadprzeciętnymi wynagrodzeniami a podłoty, które usiłowały rządzić przeciw narodowi nazywa się politykami. Tfu.
Wiem, że tu chodzi o rząd dusz, o młodych, którzy nie mogą pamiętać, jak było, o to, by uwierzyli w nieprawdę. To im opowiada się, że "generał" (już nie!) nie był taki zły, stan wojenny to nic takiego, socjalizm w Polsce sprawiał, że wszyscy byli szczęśliwi, a już zupełnie nie ma znaczenia, że rządzili nami towarzysze na usługach sowieckich, wrogowie narodu, którym ptasiego mleczka nie brakowało, a po nich do koryt przywarły ich dzieci i wnuki. Te dzieci już nie chcą pamiętć, że ojcowie byli zaprzańcami, zdrajcami, zwykłymi swołoczami, którzy ze szkodą polskich braci grabili pod siebie zdradzając Ojczyznę. Te dzieci myślą, że im się należą te same przywileje i nie są w stanie zrozumieć, że teraz nadszedł czas wolności.
O zwykłej ludzkiej sprawiedliwości mówią, że to "zemsta", o ujawnianiu afer - że to nagonka, próby przywrócenia moralności i prawa nazywa się zniewoleniem, ujawnienie czyichś podłości traktują, jak rewanż, twarde rozliczenie, powrót do polskości, starania o odbudowę przemysłu, działania na rzecz rozwoju handlu międzynarodowego, dbałość o interesy i godność kraju - nazywają dyktaturą. Tfu.
To tylko jeden przykład z tysięcy
Polska to na szczęście nie tylko stan umysłu, ale serca i duszy. Polski można się wyzbyć tylko sprzedając duszę, w sercu jest zawsze, niezależnie od tego w jakim miejscu świata się ktoś znajduje, dlatego jest nadzieja na odzyskanie wolności.
Tych, co pamiętają jest wielu, jest szansa, że opowiedzą młodym prawdę o tamtych latach, o zniewoleniu, niesprawiedliwości, bólu, podłości, krzywdach, które teraz za wszelką cenę chcą wybielić ci, co wiele mają na sumieniu. Kiedy słyszycie, że ktoś woła, jak to źle się teraz dzieje, to zwróćcie uwagę kto woła, kto go wychował i dla jakich mediów pracuje - nadal ponad 90% gazet należy do Niemców. Oni nie mają żadnego interesu, by Polakom mówić prawdę, nie podoba im się, że dźwiga się gospodarka, a zgoda w naszym narodzie od zawsze nie jest im na rękę. Po prostu myślcie kto i po co podaje informacje. Naród skłócony jest słaby. Zacznijcie patrzeć na świat swoimi oczyma, nie wrogich mediów. Mam koło siebie ludzi, którzy biorą 500+ i chcą powrotu pożeraczy ośmiorniczek, załapują się do nowo tworzonych miejsc pracy, a chwalą tych, co zrównali z ziemią tysiące firm, cieszą się z inwestycji w zaniedbanych rejonach kraju i równocześnie mówią o złych rządach.
Taki polityczny kot Schrodingera - coś jest i nie istnieje równocześnie...

piątek, 29 lipca 2016

Ciemność i cisza

Kilka, a może kilkanaście lat temu, gdy wracaliśmy z jakiegoś letniego wyjazdu do domu, nasunęła mi się pewna refleksja...
Dojeżdżaliśmy wtedy do Katowic autostradą od strony Krakowa, gdy po przejechaniu sporego kawałka lasu i pól zobaczyliśny obok drogi poświatę mijanego miasta. Łuna widoczna dużo wcześniej niż zarysy zabudowań uświadomiła nam z wielka wyrazistością, że żyjemy w epoce światła. Myślę, że jeszcze sto lat temu, mimo, że przecież istniały już latarnie uliczne (gazowe i pierwsze elektryczne) tak jasną łunę nad miastem można było zobaczyć jedynie w wypadku pożaru.
Znalezione obrazy dla zapytania latarnia gazowaNawet początkowe elektryczne oświetlenie mieszkań i ulic nie dawało takiego efektu.
Dodatkowo niegdysiejszy kształt latarń ulicznych i ich gęstość, a może, w tym wypadku, rzadkość, powodowały, że w nocy można było jednak patrzeć w gwiazdy, co obecnie jest po prostu niemożliwe.
Pamiętam, że w dzieciństwie uliczne latarnie dawały dość nikły poblask, który pozwalał zobaczyć nierówności chodnika, ale nikt w takim świetle nie próbowałby przeczytać choćby kilku literek książki, czy gazety. Bawiło mnie wchodzenie w kolejne kręgi blasku, które wyraźnie odcinały się od ciemności, a przejście z jednego do drugiego wymagało przebycia kilku kroków "w ciemnościach".
Znalezione obrazy dla zapytania rozgwieżdżone nieboW domu, mimo, że przecież wszędzie było światło elektryczne, w pokojach żyrandole na pięć lub sześć żarówek, a w pokoju jadalnym na dwanaście - wieczorami siedziało się przy zapalonym kinkiecie, któremu w zimowe wieczory dodatkowo towarzyszył blask ognia. Uwielbialiśmy takie godziny - zaraz po zachodzie słońca, gdy do domu docierały resztki dziennego światła, ale było już zbyt ciemno, by ten czas nazwać dniem, a zbyt jasno, by zaświecać lampy. To był dla dorosłych jakiś rytualny moment, by na chwilę usiąść i zamienić ze sobą kilka słów.
Nie wiem, czy owo siedzenie w półmroku, przy zapalonym kinkiecie lub jakąś niewielką lampką wynikało z oszczędności, czy z potrzeby, ale wiem, że tak bywało właściwie we wszystkich okolicznych domach.
Znalezione obrazy dla zapytania świecaDuże światło zapalało się dopiero w miarę potrzeb - do posiłków, do czytania i pisania czy robótek, choć te czynności można było wykonywać przy biurku oświetlonym stosowną lampą.
Zmierzam do tego, że obecnie nasze oczy nie zaznają wytchnienia, a współczesność odebrała nam sposobność obserwowania nieba. Oddalamy się od natury w każdym aspekcie, a nasz organizm nie ma kiedy odpocząć.
Z literatury i opowiadań wiem, że dawniej, gdy pokoje oświetlano oszczędnie świecami, a potem lampami naftowymi zdarzało się, że ktoś mógł wejść do pokoju niezauważony. Sprzyjało to i zabawie i różnym niecnym czynom, czemu dodatkowo były pomocne modne przez wieki kotary drzwiowe, liczne draperie i zasłony.
ZOBACZ BEZMIAR GWIAZD
Dzisiejsza pobudka była bezpośrednim powodem podzielenia się refleksją o symptomach naszych czasów.
Odkąd jest dość ciepło, by okna w domu były otwarte przez całą dobę (czyli od późnej wiosny) codziennie budzi mnie dzikie wycie policyjnych (?) syren samochodowych. Jak już kiedyś pisałam mieszkam w dość szczególnym miejscu, gdzie krzyżują się szlaki różnych służb i rodzajów komunikacji, mam jeszcze tę atrakcję, że nieopodal znajduje się szkoła i baza policji, która w drodze do centrum miasta, w czasie porannego szczytu, musi przejechać przez niezwykle ruchliwe i stale zatkane skrzyżowanie. Tym sposobem mam codziennie, o stałej porze nie zamawianą pobudkę.
Brakuje mi ciszy.
Myślę, że mimo iż w miastach przywykamy do tego, co dzieje się w tle naszego życia, układ nerwowy w którymś momencie zaczyna się buntować i domagać odpoczynku.
Wyszłam w niedzielny poranek (przed 6.00) do ogrodu, by usiąść z filiżanką kawy wśród zieleni. To jedyna pora, gdy nie słychać samochodów na sygnale, trzasków i łomotów z pobliskiej fabryki maszyn i huku przejeżdżających tirów. Tylko (jeszcze z rzadkie) samochody osobowe powodują zakłócenia ciszy, w której można wreszcie usłyszeć szum drzew i przeróżne ptaki, mieszkające w okolicznych drzewach.
Może życie kiedyś było trudniejsze i prymitywniejsze, ale pozwalało na potrzebne wytchnienie dla oczu i uszu. Wszystko jest potrzebne: i światło i dźwięk, ale niezbędna jest także ciemność i cisza.

piątek, 15 lipca 2016

Marsz solidarności

Po wczorajszych nieszczęśliwych wydarzeniach w Nicei, w internecie zawrzało.
Już pojawiają się francuskie flagi na zdjęciach profilowych fb. Pewnie zaraz zacznie się mazanie kolorową kredą po asfalcie w przypływie solidarności, może nawet ktoś zapowie marsz solidarności, który w końcu zostanie odwołany w obawie, że takie skupisko ludzkie może spowodować kolejne ataki terrorystyczne.
Ludzie przestali wyciągać wnioski, a o historii zapomnieli.
Podpowiadam, że jedyny marsz solidarności z ofiarami wczorajszej masakry i ich rodzinami, to marsz, jak dawniej bywało...
 I niech mi tu nikt nie zasunie o mowie nienawiści. Nigdy nie przeszkadzali mi ludzie innego wyznania i koloru skóry, ale jeżeli ktoś bezkarnie morduje, to nie ma znaczenia w jakim mówi języku i skąd pochodzi. Po prostu jest mordercą i należy go powstrzymać. Również siłą.
1605 - Kraków - marsz paradny husarii

1683 - pod Wiedniem