niedziela, 25 maja 2014

"Pianino Lema" czyli niedzielny misz - masz

Lubiana przeze mnie literatura mistrza fantastyki Stanisława Lema, czasami włącza się w moje przypadkowe rozważania na temat codzienności i rzeczywistości.
Otóż, idąc sobie przez blokowe osiedle z sobotnich zakupów, w jednej z uliczek zostałam ogłuszona przez bardzo dobrze nagłośnioną muzykę rapową wydobywająca się, jak się okazało, z szeroko otwartych okien jednego z mieszkań na drugim piętrze, pośrodku jednego z długaśnych bloków.
Kto żyw musiał wysłuchać tego męczącego koncertu, który głównie składał się z dźwięków sekcji rytmicznej i przekleństw. Pomyślałam sobie w tym momencie, że każdy rodzaj muzyki podany w ten sposób otaczającym bliźnim byłby niegrzecznością. Okraszony niecenzuralnym tekstem łomot był tylko odrażającym dodatkiem.
Skąd jednak właściciel owego mieszkania miał wiedzieć, że postępuje niegrzecznie? Dziś ani szkoła, ani rodzice nie uczą, co to znaczy przyzwoitość i kultura. Wręcz przeciwnie, wszelkie ograniczenia są niemile widziane, jako ograniczające osobowość (?) i sprzeciwiające się swobodzie jednostki.
Dlaczego jednak swoboda jednostki ma być ważniejsza od swobody otaczających ową jednostkę ludzi?
Gdzie się podział konwenans uczący szacunku dla bliźnich? Gdzie gorset utrzymujący w ryzach narzucanie swojego niechcianego przez otoczenie "widzimisię"?
Raz odrzucone normy giną zadeptane przez wszystkich, którzy krzyczą "nareszcie jesteśmy wolni", po czym dziwią się, że ze strony otoczenia spotykają ich najróżniejsze przykrości.
Kto w takim razie dziś miałby uczyć grzeczności, kultury, konwenansów?
Z tym wszystkim dzieje sie dokładnie to samo, co z całą resztą nauki. Upada.
Kiedy kilkanaście lat temu zaprosiłam do siebie pana do nastrojenia mojego bardzo już leciwego pianina, obdarzył nas opowieścią o jakości wytwarzanych obecnie pianin. (Pojęcia nie mam, jak jest dziś). Dowiedzieliśmy się, że dobre pianina skończyły się w latach sześćdziesiątych. Potem takie same instrumenty, wytwarzane w tej samej fabryce zaczęły tracić na jakości. Wzory niby te same, normy te same, a jednak coś zaczynało szwankować. Po dłuższych dywagacjach rozwiązaliśmy zagadkę tego zjawiska. Wtedy na emeryturę zaczęli odchodzić przedwojenni rzemieślnicy, uczeni fachu ze ściśle określonymi rygorami. Pogardzani za przestarzałe poglądy w nowej "świetlanej rzeczywistości" nie zdołali przekazać swej wiedzy. Ideologiczny luz i tumiwisizm w tym wypadku zdominował przestarzałe, a jednak istotne, podejście do pracy. Czego w takim razie nowi, nonszalanccy pracownicy fabryki mogli nauczyć swoich następców? Przecież nie doskonalszego od nich samych, wykonywania pracy.
To u mistrza Lema pojawiają się roboty, które wytwarzają kolejną generację udoskonalonych siebie samych. Tyle że Lem był mistrzem... fantastyki.
Tylko w jego książce mogliby się pojawić pracownicy fabryki pianin, którzy wychowują fachowców lepszych od siebie.
Postęp oczywiście jest możliwy i miał miejsce wśród ludzkości przez minione wieki. Jednak by następował, potrzebne jest odpowiednie nastawienie społeczeństwa, wysiłek w dostrzeżeniu wiedzy i wartości przekazywanych przez przemijające pokolenia. Negowanie ich prowadzi bezpowrotnie do upadku.
Dotyczy to wszelkich norm życia społecznego i codziennego.
Głupi nauczyciel nie przyczyni się do rozwijania talentu ucznia. Musiałby mieć choć tę odrobinę rozumu, by dostrzec swoją małość i wspierać ucznia w dążeniu do dalszego samokształcenia lub kształcenia u lepszych od siebie. Potrzebna jest społeczna akceptacja rozwoju.
Czego możemy się spodziewać od nauczycieli, którzy często sami nie rozumieją wykładanych zagadnień? Albo od tych, którzy robią to w sposób nieczytelny, nieprzystępny, nudny, beznadziejny?
Skąd młode pokolenie ma czerpać wiedzę, kulturę i dumę narodową, skoro ich kształcenie opiera się na nauczycielach bez wiedzy i umiejętności, pozbawionych kultury, tępiących zdolności i z całą pewnością przekonanych do wstydu z bycia Polakiem? (Szacunek dla nielicznych, "którym się chce"!)
Czego możemy się się spodziewać po dziecku, które w domu nie zostało nauczone podstawowych norm kultury? Ono przecież także nie wychowa swoich dzieci na gentlemanów i damy.
Dochodzimy więc do bezwzględnego wmuszania sąsiadom swojego ulubionego rodzaju muzyki i do niegrzeczności, nieprzyzwoitości i chamstwa otaczających nas we wszystkich sferach życia.
Dlatego dzieci lepiej wychowane od swoich rodziców, lepsze pianina robione przez gorszych rzemieślników i roboty w kolejnej generacji doskonalsze od swoich twórców, pozostaną w sferze fantastyki...

A co do samego słuchania ulubionej muzyki w sobotni poranek...
"Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka."
                                                                                                                           Alexis de Tocqueville


1 komentarz:

  1. problem z niechcianymi koncertami często się zdarza...

    OdpowiedzUsuń