niedziela, 17 listopada 2013

Wędzarnia, czyli wszystko kręci się wokól jednego

Tym razem nie o wędzenie mięska idzie, a o zapach domu, jaki nam zafundowała nasza drewnożerna koza. Ni z tego ni z owego, nim się zorientowaliśmy, cały dom zapełnił się gryzącym dymem.
Po akcji ratunkowej, intensywnym wietrzeniu (i ziębieniu) domku zaczęliśmy dochodzić przyczyn.
Przyczyny nie do końca są jasne, natomiast oczywiste stało się, że dom trzeba będzie jeszcze długo wietrzyć, wszystkie tkaniny odprać, a sprzęty, w pomieszczeniach gdzie dotarł dym, wyczyścić z nalotu ni to popiołu, ni to sadzy.
Po prostu zrobiła nam się kurna chata.
I tu naszła nas refleksja - jak też żyło się w takim przybytku?
Zapach dymu przenika wszystko: ubrania, pościele, wszystkie tkaniny, podejrzewam, że także meble, a z czasem na pewno też ściany. Z biegiem lat sprzęty i ściany stawały się przydymione i ciemne.
W kurnej chanie miejsce komina zajmował otwór zwany w niektórych rejonach woźnicą - urządzenie pozwalające regulować wielkość wylotu dymowego.
Takie domy - bez komina budowano tradycyjnie od zarania dziejów. Z czasem jednak w chałupach pojawił się komin i stosowany był jako ogólnie znane urządzenie odprowadzające dym z paleniska.
Jadnak jeszcze na początku XX wieku w niektórych rejonach budowano domy bez kominów.
Dlaczego?
Sprawa jest prosta - zaborcy nałożyli na nasz naród podatek od kominów, zwany podymne.
Gospodarujący na niewielkich spłachetkach ziemi chłopi nie byli w stanie zarobić tyle, by zapłacić za posiadanie komina. Czasem komin pojawiał się tylko jeden, podczas, gdy reszta pomieszczeń, co prawda nielicznych, pozostawał nie ogrzana lub zadymiona.
Podatek podymny jest dowodem na to, że pomysłowość w zabieraniu ludziom ich dorobku nie ma granic.
Zadziwiające, że kiedyś ludzie wiedzieli, że dzieje się im krzywda za sprawą niektórych przepisów i usiłowali walczyć...

Z wikipedii:

Ostatnia a zarazem najstarsza kurna chata pod miasteczkiem Porozowem w pow. Wołkowyskim (gubernia Grodzieńska, 1907); zdjęcie Zygmunta Glogera

12 komentarzy:

  1. A u mnie było dziś czyszczenie komina od pieco-kuchni a miało być leniwie i spokojnie przy niedziel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas koza zadymiła w piątek i od tej pory doczyszczam domek, co chwila odkrywając coś kolejnego do wyczyszczenia. Firanki zdjęłam do prania, ale jeszcze nie wszystkie wróciły na swoje miejsce. Jest co robić...

      Usuń
  2. Grozi nam jeszcze podatek od deszczu i śniegu.
    Ja remontowałem koledze dom po pożarze w przedpokoju.Ściany w całym budynku czarne jak kanał w kominie.To,że dom nie spłonął całkowicie, kolega może podziękować....kotom,których ma pięć.Gdyby nie tych pięć kotków i bystry sąsiad,nie miał by dachu nad głową.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty zadziałały, jak gęsi, co Rzym ratowały?
      Już kilka dni czyszczę różne zakamarki i ciągle coś znajduję.
      Pomieszczenie, gdzie stoi koza nadaje się tylko do malowania, bo naprawdę się przykurzyło jak w wędzarni...

      Usuń
    2. Domowników nie było w domu.Drugi sąsiad siedział na tarasie przed domem i zauważył jak koty wybiegają z piwnicy z głośnym miauczeniem,i wskakują na najbliższą jabłoń.Nigdy wcześniej tak się nie zachowywały.Sąsiad zaczął się przyglądać dokładniej budynkowi i zobaczył wydobywający się dym z pod dachówek.
      Straż musiała wybić okno bo drzwi nie chciały puścić.Temperatura wewnątrz była już tak wysoka,że wszystko co plastikowe zaczęło się topić.Przyczyna -niedopałek papierosa.
      A ja przymierzam się do pieca kaflowego w kuchni,bo podobno smaczniejsze potrawy są gotowane na takim piecu.Będę musiał spełnić kaprys żony,ale co się nie robi dla kobiety:)

      Usuń
    3. Z tymi piecami i lepszym smakiem potraw daje się uzasadnić inną częstotliwością promieniowania cieplnego niż z gazu lub prądu. A poza tym - jak atmosfera, kiedy buzuje pod blachą w zimowe wieczory...

      Usuń
  3. Nam tak dwa lata temu przy remoncie komina niepostrzeżenie wpadła cegła do komina. Przy rozpalaniu poszło wszystko na dom, było co czyścić więc nie zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jedno - czeka mnie malowanie. Tymi rencami.

      Usuń
  4. To naprawdę Wasz domek czy ściągnęłaś zdjęcie z Sieci?

    OdpowiedzUsuń
  5. My mamy kuchnię kaflową i takiż piec - nie zamieniłabym ich za żadne skarby. Nie dość, że jedzenie smaczne, to jeszcze ogrzewamy się naprawdę tanio odpadkami drewna z tartaku i swoim gałęziami z ogromnych drzew. W innym pokoju mamy taką trochę lepszą kozę skandynawską - też czasem dymi, ale bez przesady. Rury muszę regularnie czyścić i popiół też, bo zauważyłam, że dymi, jak się sporo popiołu nazbiera. Żywy ogień ma niesamowity urok i moc. A sprzątania współczuję, wiem, jaki to koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć piec kaflowy w kuchni, ale kuchnia mikroskopijna.
      A sprzątanie... Już myślałam, że koniec, gdy spojrzałam w górę - no przecież jeszcze lampy...

      Usuń