poniedziałek, 29 października 2012

Walka ze smokiem

Co zrobić, gdy smok nie chce ziać ogniem? Uparcie stygnie i nie chce zademonstrować swoich możliwości? Oczywiście trzeba mu pogrzebać w brzuchu.
Co ma zrobić słaba płeć, gdy nie ma akurat męskiej ręki w pobliżu?
Zawziąć się.
Zawzięłam się więc i przez kilka godzin walczyłam - o ogień w smoczym brzuchu.
Pierwsze rozpalenie po lecie zawsze jest trudne i pełne niespodzianek.
Od zawsze nasz piec centralnego ogrzewania zwany jest Pomarańczowym Smokiem.
Piec z podajnikiem ma swoje narowy - przy pierwszym odpalaniu lubi się zawieszać, gasnąć, zacinać, buchać, dymić.
Zimny komin nie ułatwia sprawy.
Wyregulowanie wszystkiego po lecie, zawsze należało do mojej drugiej połowy. Tym razem, z powodu wyjazdu męża, podjęłam walkę sama.
W ostatnich dniach, pod nieobecność operatora pieca, grzaliśmy się, z doskonałym skutkiem, drewnem palonym w naszej ślicznej zielonej kozuni. Nie było powodu odpalać "CO" - miało to nastąpić - pierwszy raz w tym sezonie po powrocie Ślubnego.
Drewna nacięłam jeszcze przed atakiem zimy. Była go ogromna góra. Jednak nawet taki zapas kiedyś się kończy. Tym razem drewno okazało się być baaardzo suche i skończyło się wcześniej niż przewidziałam.
Samochód w trasie, skład opału daleko, potrzebna ilość zbyt mała, żeby zamawiać transport. Pat.
Jedyna nadzieja w smoku węglożercy i jego gorącym oddechu.
Za przykładem kolegi po fachu - Archanioła Michała -  podjęłam oręż przeciwko Smokowi -  i jakem Gabriela - zwyciężyłam!
 W czeluściach smoczego brzucha przyjemnie buzuje ogień, a w domu z minuty na minutę coraz cieplejsze kaloryfery. Tylko kozunia posmutniała bez zwyczajowej dawki drewnianej karmy.
Doszorowanie rąk potrwa jeszcze jakiś czas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz