Część rodzinki jeszcze śpi, w kącie błyszczy choinka. Spokój.
A w nocy była Pasterka, a po niej... kto chciał przyłączył się do spontanicznego śpiewania kolęd na kościelnym dziedzińcu, a by śpiewało się lepiej zebrani dostali gorącą czekoladę i grzane wino. Było sympatycznie, wesoło, odnajdywali się znajomi i krewni, by złożyć sobie życzenia, był czas na rozmowę, dowcipy i śpiew. To dlatego spać poszłam dopiero przed trzecią rano.
I pomyśleć, że jeszcze dwa lata temu na pasterce było pustawo i drętwo, a o takich spontanicznych spotkaniach nie było mowy. Ludzie się zmieniają. Wystarczy iskra, która podpowie, że można. Boże Narodzenie czasami staje się dosłowne. Ludzie potrzebują radości.
WESOŁYCH ŚWIĄT!