sobota, 2 lutego 2013

... pocałuj mnie w ....

Jest takie porzekadło:
"Matki Boskiej Gromnicznej ... pocałuj mnie w .... mój śliczny"
Wiecie skąd się wzięło?
Jeszcze sto lat temu karnawał był czasem bujnego życia towarzyskiego i kojarzenia par.
Tych kilka tygodni wystarczyło kawalerowi, by z tłumu kandydatek wyłuskać tę właściwą pannę, która miała w przyszłości być jego żoną.
Zdecydowany pan powinien był oświadczyć się w stosownym czasie.
Albo ślub - albo nie zawracać pannie głowy. Inaczej to kawaler był jak ciepłe kluchy.
Oświadczyć się należało do Matki Boskiej Gromnicznej, bo od tego święta do rozpoczęcia Wielkiego Postu zostawały tylko trzy tygodnie. W sam raz tyle żeby w zapusty urządzić wesele. (kiedyś tyle wystarczyło! teraz młodzi czekają trzy miesiące)
Jak panna czekała na życiową deklarację od kawalera, który w oczka zaglądał i cały karnawał obtańcowywał, a na Gromnicznej na kolana przed nią nie upadł, to mogła sobie tylko westchnąć:
a, pocałujże mnie w rewers mój śliczny! Przed postem wesela nie będzie! 
Oczywiście przez kolejnych sześć tygodni życie towarzyskie zamierało i kawaler nie podjąwszy decyzji po cichutku, na paluszkach mógł panny unikać...

4 komentarze:

  1. powiedzenia nie znałam ale opowieść o jego pochodzeniu super!!
    serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to jakby taka polska wersja Walentynek.:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesująca ciekawostka. Nie znałam jej.

    OdpowiedzUsuń