środa, 19 grudnia 2012

Świecznik w oknie - nic nie wiesz...

Przechodząc po zmroku ulicami naszych miast, miasteczek i wsi w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia możemy zobaczyć w wielu oknach nastrojowe światełka.
Gospodynie dbające o świąteczny nastrój stawiają na parapetach charakterystyczne świeczniki, z często, schodkowo ustawioną nieparzystą ilością świec.
Jest pięknie.
Ale czy wiecie, czy pamiętacie jeszcze skąd wzięła się ta tradycja?
Czy w ogóle macie pojęcie jak głęboko w historię sięgają te światełka stawiane na oknie na znak cudu?
Dla nas dziś to cud Bożego Narodzenia.
Jednak należałoby się cofnąć do 169 roku przed Chrystusem.
Wtedy Antioch IV Seleucyda zagarnął skarby Świątyni Jerozolimskiej, po czym przez pięć lat okupował miasto zamieniając Świątynię na przybytek bożka Baala.
Potem nastąpiło powstanie i wielka radość z oczyszczenia i powtórnego poświęcenia Jedynej Świątyni. Radość była tak wielka, że postanowiono świętować przez osiem dni, gdyż tak długo cudownie paliła się w świątyni resztka rytualnie czystej oliwy

 Przez osiem dni świętowano i zapalano lampki oliwne. Z tej okazji pojawił się specjalny świecznik zwany chanukiją (nie mylić z siedmioramienną menorą)
Codziennie, przez osiem dni zapala się kolejny ogień od ogieńka pomocniczego, zwanego sługą.
Chanukiję należy postawić w drzwiach lub oknie, aby wszyscy dowiedzieli się o cudzie.
Jest to czas dawania podarunków (także pieniędzy i czekoladowych monet) i spożywania świątecznych potraw, w tym naleśników z serem, pączków nadziewanych marmoladą i placków kartoflanych smażonych na oliwie, rodzinnej gry w drejdel.
                                                                                                Bączek drejdel.
Święto to wypada w grudniu, często jego trwanie zbliżone jest w czasie do Bożego Narodzenia. Stąd i w naszej tradycji pojawiały się świeczniki w oknach, które i dziś towarzyszą naszemu Czasowi Oczekiwania czyli Adwentowi.
W tym roku święto Chanuka właśnie się skończyło.
Te świece, to dowód na związek naszej tradycji z przeszłością narodu, który trwał z nami w doli i niedoli przez kilkaset lat. Zniknął z naszych widnokręgów, a my nadal w grudniu zapalamy lampki w oknie. I bardzo dobrze, bo przecież Ten-Na-Którego-Czekamy także był Żydem.
To dzięki Jego narodzeniu dziś składamy sobie najcieplejsze życzenia i dajemy podarunki.
Nie zapominajmy o tym oślepieni blaskiem choinki i zabiegani w naszych kuchniach.

Skąd to wszystko wiem i dlaczego tym piszę?
Bo zostaliśmy zubożeni o to, co trwało w Polsce przez wieki.
Bo mój tato miał w szkole kolegów, którzy w czasie ich ośmiodniowego święta przynosili i częstowali swych kolegów chanukowymi przysmakami. Na szczęście pozostały jego opowieści.
Bo możemy mieć o "narodzie wybranym" różne zdania, lubić lub nie - jedno jednak jest dziś pewne - że NIC o nim i jego tradycjach nie wiemy, mimo, że są z nami nieuchwytnie związane.


2 komentarze:

  1. Nie znałam tej tradycji - dziękuję:-)))
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny, mądry tekst.Jak dobrze się czegoś nowego i ciekawego dowiedzieć.
    Uściski zasyłam!:-)

    OdpowiedzUsuń