środa, 12 września 2012

Kot na cały etat

No to wpadłam.
Wydawało się, że wykarmienie i odchowanie malutkiego kotka "to pryszcz".
A to co dwie - trzy - cztery godziny karmienie. Karmienie poprzedzane i kończone masażem brzuszka, i tym co ten masaż prowokuje. Samo karmienie też nie jest łatwe: maluch broni się przed "nie-maminym-cycusiem", a głód oznajmia od wczoraj głośnym miauczeniem. Pazurków jeszcze nie potrafi chować, i chociaż ma je cieniutkie i drobne, drapie czasami nieprzyjemnie. Poza tym to sama słodycz - futerko mięciutkie, łapeczki różowe i mięciutkie, uszka malusieńkie i do kompletu stosowny ogonek. Rośnie w oczach. Na razie "zgarfildział" - to znaczy, że zaokrąglił mu się brzuszek.
Oczka już się otworzyły, ale myślę, że od bystrego kociego spojrzenia dzieli nas jeszcze trochę czasu.
Najedzony kotek przestał natychmiast zasypiać - zaczyna poznawać świat. Zajęcia domowe i opieka nad kociątkiem pochłonęły mój czas na tyle, że szycie znów poszło w odstawkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz