 |
Zółtlica |
Szukając informacji o ziołach pomocnych w uzyskaniu lepszej odporności organizmu (dzieci mi się przeziębiły przy ochłodzeniu) natknęłam się na informacje o żółtlicy. To zioło trochę "nie na temat", jednak mnie zainteresowało, a że mam zwyczaj "doktoryzować" ciekawe tematy, zaraz zajrzałam do zielnika z XVI wieku. Nic. Potem do XIX wiecznego. Nic. Na
tapetę poszły "Rośliny lecznice" Ożarowskiego i Jaroniewskiego. Też nic.
Dopiero dalsze zgłębianie tematu wyjaśniło tę pustkę. Żółtlica była do
Europy
 |
miodek |
sprowadzona z Ameryki Południowej w XIX wieku, i to do
ogrodów botanicznych, skąd uciekła dopiero na początku XX wieku.
Strona
Dr. Różańskiego podaje na jej temat wiele informacji. W związku z nowym odkryciem i dostrzeżeniem przydatności owego zielska dla mojej rodziny odważyłam się zrobić miodek żółtlicowy, oraz winko, które jeszcze
 |
winko |
czeka na przefiltrowanie. Za wcześnie jednak, by stwierdzić na ile skutecznym jest lekiem. Na razie mogę jedynie ocenić smak mikstury - smakuje jak... zielenina z miodem i alkoholem. Da się spożyć.
Zimno ostatnich dni trochę przystopowało moje zapędy przetwórcze warzyw i owoców, ale podsunęło pomysł,

by zaopatrzyć się i przerobić trochę mięska. W szale przetwarzania zdołałam wczoraj upiec foremkę pasztetu, zrobić dzikie mnóstwo galaretki mięsnej, kiełbaski w słoiczkach, mięsa na zimno i jeszcze namoczyć groch, z którego powstało dziś siedem litrów pierwszorzędnej grochówki, która także znalazła się w słoikach, żeby było na "olaboga, jeść mi się chce". Czyżbyśmy mieli się spodziewać wczesnej i zimnej jesieni?...