środa, 10 października 2012

Szaleństwo

Szaleństwo tego świata sięga sfer trudnych do wyobrażenia. I w skali globalnej i miejscowej. Nie mówię tu o polityce, chociaż, jak się dobrze zastanowić, ma to z polityką i gospodarką ścisły związek.
"We Francji w Alzacji, Ribeauville, pszczoły zaczęły produkować kolorowy miód. Zaniepokojeni hodowcy, dociekając przyczyny ustalili, że winowajcą jest znajdujący się nie opodal zakład produkujący biogaz z dostarczanych odpadów. Pszczoły potrafią znaleźć w otoczeniu to, co im się "najlepiej" przyda - tym razem najwydajniejszym słodzikiem okazały się znalezione w zbiornikach barwniki używane do kolorowania cukierków M&M's i produkcji batonów Snickers. Po prostu zawartość byłą słodka i nęciła zapachem. W sumie zabawne, kolorowy miód w słoiczku przyciąga wzrok. Ale tylko na początku. Okazuje się, że nowy miód jest niesmaczny - cukierkowy i wodnisty. Nie nadaje się do sprzedaży. Nie wiadomo też jak same owady zniosą kontakt ze środkiem chemicznym."

No comment. 

A u mnie także małe szaleństwo - tym razem niebiesko - różowe. Na zamówienie został obszyty koszyczek prezentowy. Ma być tłem dla prezentu - filiżanek z różowo - niebieskim wzorkiem, ma także być "sam w sobie" prezentem. 

 Do kompletu powstały cztery serwetki:
W każdym rogu niebiesko - różowa aplikacja. Serwetki uszyte z grubego lnu na brzegach obszyte bawełnianą koronką.
Wszystko dziś pojechało do Wiednia.
Miasto może i ładne. Nie ucierpiało, jak nasze miasta w czasie IIWŚ, ale mieszkańców - nie lubię.
Za Wawel. Zniszczony, sponiewierany, obdarty z królewskości. W królewskich komnatach zrobili stajnie, a na wzgórzu wawelskim wyburzyli całkiem sporo zabudowań, w tym stojące tam, jedne z najstarszych w Polsce, kościoły. Tak, tak - Wawel jaki możemy zobaczyć dziś, to tylko część królewskiego zamku. Reszta poszła pod austriacki młotek - bo wojsko potrzebowało placu do ćwiczenia parad. Utrwaliło się, że zabór austriacki był stosunkowo łagodny i ludzki. Nie od początku tak było, dopiero osłabione wojną ich państwo "poluzowało" polski byt. Chętnych zagłębienia się w temacie odsyłam do książek, a bardziej zabieganych do googla.


niedziela, 7 października 2012

NIE DZIELA

Po słonecznych i ciepłych dniach, niedzielny poranek przywitał nas deszczem i chłodem.
Taki dzień uświadamia, że pory roku zmieniają się nie tylko w kalendarzu.
Taki dzień, to sposobność na leniwe "pobycie razem". Nikt nigdzie nie biegnie, nie spieszy się, nawet nie planuje. Można obejrzeć razem film, zagrać w karty, pogadać. W moim wypadku to jeszcze leniwa przymiarka do dalszego szycia. Oprócz koszyczka mają powstać 4 serwetki pod kubeczki.

Jakieś tasiemki i koronki będą niezbędne. Jeszcze nie wiem, co z posiadanej pasmanterii wykorzystam.

Pozostały czas wolny mogę nareszcie poświęcić na czytanie ulubionych blogów - bez wyrzutów sumienia, że jakoś praca czeka. W końcu dziś się NIE DZIELA!

sobota, 6 października 2012

Słowo się rzekło


Słowo się rzekło.
Skoro dzieci mają poczuć, że historia, to nie wymyślona bajka, skoro mają wiedzieć dzięki komu trwamy, trzeba im pokazać coś namacalnego, by jak niewierny Tomasz dotknęli i uwierzyli. Uwierzyli, że skoro ktoś za sprawę zginął, to musi być coś ważnego i wielkiego.


Znaleźliśmy mogiłę żołnierzy - młodych chłopaków, w większości Kolumbów, którzy stanęli w obronie swojego Domu. Niewielu znalazło się tam starszych niż dwadzieścia kilka lat. Są natomiast młodsi - harcerze, którzy wiedzieli, że poddać się nie wolno.


I mogiły tych,co służąc Polsce znaleźli śmierć na ulicach miasta.

Niektóre mogiły - bezimiennych - zaznaczono jedynie głazem,
Na innych widnieją nazwiska i daty urodzenia - różne, i daty śmierci - jednakowe:1939.
Ciągnie się tych mogił kilkadziesiąt na lewo i prawo od królewskiego orła, który czuwa teraz nad nimi - wdzięczny, za to, ż kiedyś oni byli mu wierni.
Po krótkiej opowieści zmówiliśmy modlitwę i zapaliliśmy znicze.
Biało - czerwona wstęga towarzyszy pomnikowi, (chociaż symbolicznie).
 W domu nadal rozgrzebane obszywanie koszyczka, który chwilowo pozował jako tło dla maleńkich dyń, które zajęły na kredensie miejsce ptaszków. Ptaszki wrócą znów na wiosnę, kiedy zatęsknimy za tymi prawdziwymi, które zawsze każą na siebie czekać...
Tytus rośnie i psoci. Jeszcze niedawno straszliwie drapał przy karmieniu - niezbędna była rękawiczka...
Ostatnio jakoś wysubtelniał - pije grzecznie ze schowanymi pazurkami. Czekam na dzień, gdy zacznie jeść sam. Mieszanie mleczka, podgrzewanie, wyparzanie butelki - czas mi się cofnął o kilkanaście lat ;-)
Inteligencji maluchowi nie można odmówić - już kilka razy sam odnalazł butelkę i usiłował się z niej napić pomagając sobie łapkami.

piątek, 5 października 2012

Skrzydła

Inne skrzydła:
Albo takie:
I połączone:
Zdjęcia i rysunki nie są oczywiście moim dziełem, a zostały jedynie wyszperane w grafice Google.




Jesienna zaduma

Jeszcze raz:
http://plados.dyndns.org/mariacki/wirtualna_wycieczka/

Wejdź i zachwyć się ! Poczuj, jak Polska krąży w Twojej krwi. Zobacz do czego byliśmy - i nadal jesteśmy zdolni. Tylko stłamszeni tym, co nam narzucono zapominamy o swoich skrzydłach. Czyż widok orła, który błyszczy pod organami, nie jest bezcenny? Tak mało dziś mówi się o naszej wielkości, o historii, z której możemy być dumni, o ludziach, którzy we własnej ojczyźnie nie mogą rozwinąć swoich zdolności, a robią karierę na całym świecie. To kraj w którym premier mówi, że Polskość to nienormalność, prasa pisze, że mamy się wstydzić zwycięskich bitew, a historia naszego kraju w szkołach podana jest w wersji "short" i kończy się na I Wojnie Światowej. Bo potem jest już tylko zniszczenie i oszustwo, i żal... Bo zabrano nam ogromny kawał kraju. Oddarto kawał naszego ciała, o które przez wieki walczyliśmy. Które dawało nam siłę i wielkość.

 A tam, gdzie była Polska dalej mieszkają Polacy - pozostawieni bez łączności z ojczyzną, bez opieki, bez możliwości zamieszkania w polskich granicach...
A my? Jest nas coraz mniej. Znikamy jako naród. Na badane 222 kraje, jesteśmy na 209 miejscu. Nie ma dzieci. Dramatycznie. Jest kariera i wygodne życie. 
I nie liczcie na swoje emerytury - kto niby na nie zapracuje?
Ufff...
Tak mi się od rana na żale zebrało.
A bo to wstaje człowiek, karmi dziatwę wychodzącą do szkoły, a potem dla "chwili dla siebie" załącza komputer i czyta.
Dziś akurat poczytałam "Słowa w ciszy słyszane" - i zrobiło mi się tak strasznie tęskno do przestrzeni, do drzew, do jesiennych krajobrazów - najpiękniejszych na świecie - bo polskich...

Za to w moim krajobrazie ogrodowym pojawiły się krecie kopce. Z dnia na dzień jest ich coraz więcej i coraz większe - ponoć to zapowiedź ostrej zimy - krety głęboko kopią, żeby nie zamarznąć

czwartek, 4 października 2012

Zamówienie na koszyczek

Otrzymałam zamówienie na obszycie koszyczka prezentowego i 4 serwetek.

Ma być użyty kolor niebieski i różowy. Nie wiem jak to zrobię. Na razie wyciągam moje gałganki i wybieram te, w odpowiednich kolorach. Któreś się pewnie będą nadawały.

Zdążyłam już odkupić złamaną igłę i przy okazji zaopatrzyłam się w taką, której dżins nie straszny. Torba gotowa. Udało się nawet wszyć małą kieszonkę z elastycznego aksamitu, która pozwoli nie szukać telefonu w czeluściach torbiska. Mogę zmienić nici na białe!

Czeka na mnie zaległa serwetka pod wazonik do kompletu z farmerskimi podkładkami. Roboty mnóstwo, a tu popołudniami trzeba przysiąść z dziećmi.

Nic to !Dam radę !


Pilnując nauki dzieci staram się zwrócić szczególną uwagę na historię. Przeraża mnie jak po macoszemu traktowany jest ten przedmiot. Nasze dzieci coraz mniej wiedzą o swojej historii, a przecież to ważne by wyciągać wnioski. Jeżeli nie lubimy skupiać się na datach - wyciągajmy ciekawostki. Czy wiecie co stało się z naszymi polskimi regaliami? Gdzie podziały się królewskie korony, berła, jabłka? Wszystkie kolejne rozkradli nasi wrogowie, a nawet przetapiano je na monety obcych państw. Wszystko żeby królewskość naszego państwa i narodu zniknęły. Nawet nasz królewski orzeł na wiele lat był odarty z korony. Nie mówiąc o tronie ostatniego króla, który caryca kazała wstawić do swojej sypialni, wyciąć w nim dziurę i wstawić nocnik...

Znalezisko z ostatniej chwili. POLECAM!
http://plados.dyndns.org/mariacki/wirtualna_wycieczka/

wtorek, 2 października 2012

Kot, koza, torba

- Mamo, uszyjesz mi torbę? - taką ze starych dżinsów, na długim pasku.
- Uszyję.
Biorę się więc do roboty. Trochę "na oko", trochę na mirę (ma się zmieścić A4).
Korpus uszyty, pasek też. Teraz trzeba wszyć zamek.
Zamek też już wszyty. Czas na pasek. Trach! Igła się złamała - nie wytrzymała tylu warstw dżinsu. Nie wiem, czy dziś dokończę, bo okazuje się, że nie mam igieł w zapasie - muszę się wybrać do pasmanterii.
Tymczasem pora kolejnego karmienia kotka. Agent rośnie w oczach. Wczoraj wieczorem przeprowadził zmasowany atak i bitwę z poduszką wypełnioną łuskami gryki - intrygująco szeleści przy chodzeniu po niej i trącaniu łapką. Na zdjęciu poniżej można go zobaczyć na mężowskich rękach - tych samych, na których miał zrobione pierwsze zdjęcie. Łatwo dostrzec, że urósł prawie dwukrotnie.
Po zatankowaniu małego brzuszka do pełna rozkosznie zasypia w ciepłych rękach.
Próbuje się też trochę niezgrabnie bawić piłką. Jest jeszcze maluszkiem i ciągle brakuje mu kociej zwinności.

Jest, jak wszystkie koty mistrzem w wyszukiwaniu ciepłych miejsc.
Pora roku zresztą sprzyja staraniom o ciepły kąt. My po pierwszym przepaleniu po raz kolejny zaprzyjaźniamy się z naszą kozą. I ciepełka daje i miło przy niej posiedzieć. Na zdjęciu - bez ognia, ma o połowę mniej wdzięku niż z widocznym żarem.