Z raportu przedstawionego w Sejmie przez resort polityki społecznej wynika, od początku 2012 roku dokładnie 1827 dzieci zostało zabranych rodzicom tylko dlatego, że ci byli biedni, nie mieli mieszkania lub byli bez pracy.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/64758-odbieranie-dzieci-rodzicom-z-powodu-biedy-to-juz-nie-incydenty-to-przerazajaca-regula
Bulwersujące jest coś innego.
Dziecko odebrane rodzicom - kochającym, dbającym - kosztuje nas, podatników ponad trzy tysiące złotych miesięcznie. Dla mnie logiczna byłaby pomoc finansowa takiej rodzinie, zamiast unieszczęśliwiania dziecka i rodziców równocześnie.
(Oczywiście zaraz znajdą się głosy, dlaczego dawać komuś pieniądze "za nic". Wyjaśniam więc, że wychowanie dziecka to nie jest "nic", i lepiej, jeżeli wychowują potomka naturalni rodzice niż stado wychowawców na etacie, którzy - nawet ci najlepsi - są tylko w pracy.)
Gdzie jest paradoks systemu ? (kolejny)
Otóż w myśl najnowszej ustawy o pieczy zastępczej placówka opiekuńcza, niezależnie od rodzaju (dom dziecka, rodzina zastępcza) MUSI wystąpić o alimenty od rodziców naturalnych.
Jak wyjaśniła mi to pewna urzędniczka: - przecież oni nadal są rodzicami tych dzieci, i ktoś za nich te dzieci wychowuje, powinni więc partycypować w kosztach utrzymania.
Tym sposobem rodzice, którym zabiera się dzieci z powodu braku pieniędzy będą zmuszani do płacenia alimentów. Za nie płacenie alimentów w naszym państwie grozi kara więzienia.
Wystarczy więc być biednym, by stracić rodzinę i znaleźć się na państwowej zupce.
Obyśmy tak zdrowi byli!
Kurtyna.












