sobota, 18 lipca 2020

Las

Las to prawdziwe cudo.
Las to piękno.
Las to lekarstwo dla ciała i duszy.
Las nam pomógł...

Codzienne spacery pozwalają mi odetchnąć po ośmiu godzinach w hałasie, a Archaniołowi pomagają przywrócić zdrowie i kondycję.W jego przypadku ruch pomaga nie tylko w działaniu porażonego jelita, ale też, przez wyciszenie i wszechogarniający radosny spokój, uruchamia układ przywspółczulny, czyli... także uruchamia jelito.

Żuk wiosenny – Wikipedia, wolna encyklopedia
Żuk wiosenny
Od marca wsłuchiwaliśmy się w odgłosy lasu, najpierw ptasie trele i wyśpiewywane ogłoszenia matrymonialne ptasiego bractwa, potem radosne śpiewy ptasich par, potem pracowitych ptasich rodziców.
Las zachwycał wielością odgłosów i siłą ptasich gardeł.
Mniej więcej od początku lipca las się wyciszył, umilkły radosne trele. Z rzadka można usłyszeć krótkie wołanie kosa, który zapomniał, że to już nie wiosna. Czasem wołają na siebie dzięcioły, słychać też kwilenie jastrzębia. Chodząc ścieżkami pośród ogromnych paproci nieustannie musimy uważać, by nie rozdeptać żuków wiosennych lub bezdomnych ślimaków w różnych rozmiarach. Był też "po drodze" wysyp małych żabek, które tysiącami przemieszczały się w mokrym poszyciu.
Wirtualny atlas roślin: Siódmaczek leśny / Lysimachia europaea
Siódmaczek leśny
Została niesłychanie soczysta zieleń w milionach odsłon i konfiguracji.
Jeszcze w kwietniu i maju obrywaliśmy i jedli listeczki z czosnaczka. Francuzi używają go do sałatek. Ma wspaniały, delikatny czosnkowy posmak. Młode listki były tak dobre, że czasami śmiałam się z Archanioła, że chodzi do lasu "paść się" czosnaczkiem.
Każda wędrówka pozwalała nam dojrzeć coś nowego, poznać i nazwać kolejną roślinkę.
Ja osobiście zachwycam się nazwami niektórych z nich - są takie mięciutkie i pogodne.
Na przykład siódmaczek...

Liczydło górskie na drodze do centrum Katowic
Liczydło górskie
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że "nasz" las przylega do ogromnej aglomeracji miejskiej, jaką są Katowice. Tuż za ogromnym blokowym osiedlem, za płotem wielkiego szpitala górniczego, jest rezerwat liczydła górskiego   i las, który w dalszym miejscu zawiera resztki Puszczy Śląskiej, o której pisałam kiedyś.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o leczniczym działaniu lasu, kliknij poniżej:
Jakie choroby leczy las?

środa, 15 lipca 2020

Tajemnica małosolnych ogórków

Od dziecka nurtuje mnie pytanie: "dlaczego ogórki małosolne są tak przeraźliwie słone?!"
Może ktoś mi to wytłumaczy?
Pamiętam moje dziecięce rozczarowania, gdy raz, drugi i trzeci próbowałam owego "małosolnego" specjału i za każdym razem wykręcało mi buzię. Potem przestałam próbować, choć w dorosłym życiu kilka razy usiłowałam się przekonać, że moje wspomnienia, to tylko dziecięca fanaberia. Niestety.
Tym wspomnieniem udało mi się rozpocząć sezon ogórkowy.
 Mam właśnie kilka dni urlopu, który z racji otaczającej mnie rzeczywistości spędzam w domu.
A właściwie w ogrodzie.
Amazon dziewanna wielkokwiatowa – verbascum densiflorum – Leki ...Nawet, gdy padało, siadaliśmy z Archaniołem na fotelach pod daszkiem i patrzeliśmy na moknące drzewa.
Cudo.
Archanioł czuje się coraz lepiej, choć do ideału jeszcze trochę brakuje. Zaczyna przemyśliwać o tym, że jeszcze "ciut, ciut" i wróci do pracy.
To znaczy nie wróci do tego, co było, ale będzie pracował.
Bo do tego, co było - nie ma powrotu. Tamta codzienność go zabijała. Dosłownie.
Wiecznie w biegu, ciągle w nerwach, nieustannie zatroskany i pod presją. Nie miał czasu dla mnie i dla domu.
Zobaczył to teraz, gdy było z nim bardzo źle.
Zobaczył i dotarło to do niego, do samego dna mózgu i serca.
Zaczął cieszyć się każdą wspólnie spędzoną chwilą. Gdy jeszcze był słaby, czekał na moje powroty z pracy wpatrując się w zegar...
Wreszcie przestaliśmy zamartwiać się tym, co będzie jutro, a cieszyć się tym, że mamy siebie, że możemy dbać o siebie nawzajem, że możemy wspólnie spędzać czas, usiąść rano w ogrodzie z filiżanką kawy i patrzeć, jak owady oblatują nasz "zagon dziewanny".
I wspólnie spacerować po lesie. Być razem.
Tak gdzieś od marca zaczęły się nasze codzienne wyprawy do lasu.
las Sosnowy": zdjęcia, obrazy, grafiki, wektory i filmy bez ...Najpierw króciutkie, bo Archanioł słaby był okrutnie, potem coraz dłuższe. W ostatnich dniach muszę nadążać za prawie biegnącym moim lubym. Codzienność to 3 km, a częściej 5 - 6 km. Dla kogoś, to może mało, ale po 8 godzinach ganiania między przedszkolakami, to dla mnie dodatkowy wysiłek.
W najbliższym czasie postaram się napisać, jak udało się "naprawić" organizm Archanioła, mimo niewiedzy i ignorancji lekarzy. Może przyda się to komuś, kto boryka się z podobnymi problemami.
Kilka moich dni urlopu wykorzystuję nie tylko do picia kawy w ogrodzie, ale i do przygotowywania słoików na zimę.
Do tego dochodzi robienie syropu z dziewanny, (syropu z kwiatów czarnego bzu w tym sezonie zrobiłam malutko - nie było czasu, sił i pogody), nastawiłam też wielkie wiaderko octu jabłkowego - ciekawe, jak wyjdzie, bo w poprzednich latach robiłam znikome ilości.
A, jeszcze jedno.
Mój "czwarty kot", którym zaopiekowaliśmy się dwa lata temu, ten z uszkodzoną łapką, przeszedł w ubiegłym miesiącu operację amputacji tejże kończyny. Bidulek ciągnął ją bezwładną i ciągle kaleczył, mimo starań i opatrunków miał niemal nieustannie otwartą ranę. Udało nam się unieść finansowo to obciążenie dzięki fundacji "Nasz dom". Kto może - niech wspomoże. Fundacja na prawdę pomaga potrzebującym zwierzakom.

niedziela, 22 marca 2020

Powroty

Świat opanował jeden temat: wirus. Słyszymy o nim wszędzie.
I dobrze - trzeba wiedzieć, żeby nie narobić szkód sobie i innym.
Znalezione obrazy dla zapytania: wiosenne kwiatyJednak ten całkowicie odmieniony świat (jestem przekonana, że do "starego" już nie ma powrotu) sprawia, że robimy rzeczy prawie zapomniane: dzwonimy do dawno nie słyszanych znajomych, sięgamy po książki, oglądamy filmy, na które brakowało czasu, a nawet przeglądamy stare rodzinne albumy...
Można też zauważyć dawno nie widziany "ruch" na blogach.
Co tu robić?
Nie chcę tu pisać o obawach, jakie towarzyszą większości ludzi, w związku z nieuniknionym w przyszłości załamaniem gospodarczym - na razie mam za co żyć.
Mimo, że dzieci w przedszkolu i żłobku nie ma - nauczycielki pracują. Pierwszy raz "od zawsze" mamy czas na zrobienie porządnych dekoracji w salach przedszkolnych, na dopracowanie planowanych w przyszłości zajęć, na nowe pomysły jak i co pokazać dzieciom, by poznawały świat. Oczywiście program nauczania podaje nam wiele sugestii, ale dzień w przedszkolu jest długi, a dzieci nie znoszą nudy.
Żałuję, że nie policzyłam ile w ubiegłym tygodniu wycięłam kwiatów i motylków z kolorowego papieru - zapewne setki. Wiem tylko, że wyszła tego niezła góra, którą od jutra będzie trzeba zawiesić w odpowiednich miejscach.
Tymczasem spędzam weekend w domu, dziwiąc się temu, co dzieje się za oknem: ranek przywitał nas cudownym słońcem, potem zasypał nas śnieg, który stopniał niemal zupełnie, za to teraz po niebie pędzą ciemne chmury. Koty pozajmowały swoje miejscówki i spokojnie pochrapują.
Archanioł wymęczony przez bolący brzuch także drzemie... W domu cisza i spokój.
Kolega przysłał mi wyszperane w albumie moje zdjęcie - chyba sprzed 30 lat...

Jutro rano będę się dalej martwić: "co dalej?"
Ale to będzie dopiero jutro...

czwartek, 27 lutego 2020

Przypadków nie ma

Obiecałam opowieść...
Kiedy Archanioł był jeszcze w szpitalu z chorą stopą, do sali szpitalnej dołączył bezdomny pan X.
Z braku możliwości utrzymania higieny, przemrożeń, zranień i nie wiadomo czego jeszcze - także miał poważnie chorą nogę. Personel zajął się należycie i sumiennie, zorganizował nawet zastępcze ubrania za te, które trzeba było spalić, bo w takim były stanie, załatwił doraźne ubezpieczenie. Noga została nieco podleczona, a pan X otrzymał informację, że będzie wypisany i musi codziennie dojeżdżać gdzieś, gdzie zmienią mu opatrunek, bo inaczej... po nodze.
Znalezione obrazy dla zapytania: kościół mariacki w krakowieDokąd ma iść chory, bezdomny, bez pieniędzy? I jeszcze - za co dojeżdżać na opatrunki???
Była jesień, pogoda pod psem, zacinał zimny deszcze, było zimno i ohydnie. Psa szkoda by wyrzucić na dwór. A chorego człowieka?
Archanioł miał iść do domu w piątek, pan X w poniedziałek. Jakimś zrządzeniem losu lekarze zostawili Archanioła "dla pewności" w szpitalu do poniedziałku. Panowie razem znaleźli się w hallu szpitala...
Archanioł nie z kamienia, widzi człowieka, który ledwo idzie z bolącą nogą, na dworze deszcz, ulewa, zimno... zapytał, czy człowieka gdzieś podwieźć. Pan X nie ma dokąd pójść i nie wie gdzie iść. Pieniędzy w kieszeni okrągłe zero.
Tym sposobem pan X trafił do taksówki, którą miał wrócić do domu Archanioł.
Pojechał z panem X do noclegowni, potem do drugiej noclegowni, potem do sióstr Kalkutek, które chorego nakarmiły i dały jedzenie na potem, ale noclegowni nie prowadziły. Potem jeszcze noclegownia Albertynów... Wszędzie odpór - nie przyjmą, do pełna, a w ogóle to ten pan nie ma skierowania z mops-u do noclegowni. Został jeszcze dom dla bezdomnych mężczyzn... Archanioł błagał, prosił, potem się złościł, usiłował poruszyć sumienie, wreszcie wyzywał. Nic z tego.
Nie ma papieru - nie ma noclegu.
Tak pan X trafił na łóżko polowe w naszym domu. Dom ciasny, pokoju gościnnego nie posiadamy, ale JAK zostawić chorego człowieka na ulicy, na deszczu i zimnie?
Od rana telefony do mops-u.
I tu się zaczęły cuda.
Na miejsce w domu stałego pobytu dla bezdomnych czeka kilkadziesiąt osób na jedno miejsce. Miejsca zwalniają się bardzo rzadko.
Znalezione obrazy dla zapytania: WawelPan w mops-ie zapytany, jak załatwić dach nad głową, przed zbliżającą się zimą, poważnie choremu człowiekowi, zaczął działać. Po niecałej godzinie, telefon: zwolniło się kilka minut temu !!! miejsce w domu stałego pobytu i pan X został tam wciśnięty po awanturze z poprzedniego wieczoru!
Gdyby Archanioł nie objechał poprzedniego dnia wszystkich noclegowni, nie powiedział wszędzie kilku "ciepłych" słów o chrześcijańskim miłosierdziu, co zostało ponoć zapamiętane, nie udałoby się NIC załatwić.
Tak pan X trafił pod dach do ciepłego, trzyosobowego pokoju, dostaje regularnie jedzenie, był wożony na zmianę opatrunku i przezimował w przyzwoitych warunkach. Kiedy pojechaliśmy go odwiedzić po kilku tygodniach - nie poznałam go. Nie tylko "poprawił się" i przestał być przeraźliwie chudy, ale najbardziej zmieniły się jego oczy. Zniknął z nich brak nadziei, potrafił się nawet uśmiechnąć.
Znalezione obrazy dla zapytania: brama floriańska w krakowieNajlepsze jest to, że pan X ma ponoć wypracowaną emeryturę, ale przez nieporadność i zgubiony dowód osobisty nie był w stanie dobić się swego. Archanioł zabrał człowieka do fotografa, instytucje pomogły z dowodem, mają pomóc z emeryturą.
Na razie nie wiemy co dzieje się dalej z panem X, bo przez cały ten czas walczymy o zdrowie Archanioła. Niewiele się zmienia, ale jednak...
Wczoraj Archanioł miał operację oka, działo się to w Krakowie, na jedynym oddziale okulistyki onkologicznej na południową Polskę. Wszystko poszło, tak jak pójść powinno, paskudztwo zostało usunięte z należytym marginesem, oko - czego długo baliśmy się, bo było zagrożenie utraty - jest na swoim miejscu, Archanioł czuje się dobrze. Co dalej - okaże się.
Jeszcze tylko jelito...
Niech ktoś mądry powie, jak go wyleczyć...

piątek, 24 stycznia 2020

To nie był dobry rok


      WSZYSTKIM TU ZAGLĄDAJĄCYM ŻYCZĘ DOBREGO ROKU!

Znalezione obrazy dla zapytania kwiaty nadzieiAż się sama za głowę złapałam - jak dawno nie zaglądałam na swojego bloga!
A wszystko przez prozę życia.
Cały rok był jakiś dziwny i choć zdarzyło się kilka rzeczy dobrych, generalnie był udręką, która niestety trwa nadal.
Zaczęło się w styczniu...
Wydarzyła się rzecz dobra - nareszcie znalazłam pracę. Bez dalekich dojazdów. Wróciłam do zawodu, od którego zaczynałam, bo takie ukończyłam studia. Wróciłam do pracy jako nauczycielka, tym razem przedszkola, czyli zgodnie z dyplomem. Praca do lekkich nie należy, tym bardziej, że to przedszkole integracyjne (trudne przypadki) i prywatne (czyli 8 godzin z dziećmi, a nie 5, jak w przedszkolach państwowych). Na płacę nie narzekam.
Jednak zaraz po tym radosnym początku zaczęły się schody...
"Idź i zrób mammografię".... Z takim przesłaniem obudziłam się jednego razu. Zupełnie, jakby mnie ktoś szarpał za ramię, albo stał nade mną i powtarzał to w kółko.
Jeszcze tego samego dnia udało się załatwić badanie, na którym pokazało się "coś".
"- Proszę zrobić usg."
Dwa tygodnie później w opisie usg "- proszę się zgłosić do onkologa".
Na kolejną wizytę czekałam miesiąc, potem kolejny miesiąc na biopsję i 3 tygodnie na wyniki.
Objawił się złośliwiec. Chwila paniki, a potem: "spokojnie, sama niczego nie zrobisz, będzie co będzie"... I nastał wszechogarniający spokój. Choć trochę się denerwowałam tym, że na operację muszę czekać kolejny miesiąc.
Wycięli paskudę, załatali ładnie. Miesiąc zrastałam się w domki i wypoczywałam.
Pora na naświetlania.
Przez kolejny miesiąc jeździłam codziennie na naświetlania.
Dyrektorka w moim przedszkolu okazała się Człowiekiem i osobą niezwykle życzliwą pozwalając mi na codzienne spóźnienia do pracy.
Jakoś to wszystko minęło, unormowało się, badania pokazują, że paskudztwo zostało skutecznie wyrzucone. Oczywiście teraz biorę lekarstwa, które brać będę jeszcze długo.
No i badać się - co pół roku.
DZIEWCZYNY - NIE ZWLEKAJCIE- RÓBCIE MAMMOGRAFIĘ - BADAJCIE SIĘ !!!

Tymczasem Archanioł w swym rozpędzeniu i nieustannej pracy zupełnie zapomniał, że dbać trzeba także o siebie. Jadł byle co, byle gdzie, byle kiedy...
Cukrzyca.
A ranka na stopie zyskana na którymś wyjazdów zaczęła się paprać.
Stopa cukrzycowa.
Szpital. Strach, że straci stopę.
Uff...
Noga zaczęła się goić, Cukrzyca została opanowana.
Zaczęły się skutki uboczne: problemy jelitowe, bóle brzucha, takie, że płakał po nocach i nie mógł spać, kolejne wizyty lekarskie, z ubezpieczenia i prywatnie, badania, chwile nadziei i zwątpienia. Kolejne literki przed nazwiskami lekarzy do "prof" włącznie. I wydatki coraz większe.
Nikt nie potrafi realnie pomóc, a każda teoria inna.
Okropne cierpienia i bezsilność - do kogo jeszcze pójść?
Oczywiście o pracowaniu nie ma mowy.
Żyjemy dzięki temu, że mam pracę.
Dziś po prawie 5 miesiącach szarpania się wydaje się, że bardzo powoli dochodzi do siebie, ale przed nami jeszcze długa droga. Mamy właściwie pewność, że najbardziej pomogły mu codzienne zabiegi z refleksoterapii. Mamy to szczęście, że lata temu zdobyłam tę umiejętność i dyplom.
A teraz czeka nas jeszcze gorsze: badanie narośli na oku i procedura usunięcia jej. Rzecz jest mocno przeterminowana, bo objawiła się właśnie w czasie, gdy zaczęła się historia z nogą.
Lekarze straszą. My mamy nadzieję.
Będzie, co będzie...

O prawdziwych Archaniołach i "przypadkach" działania dla dobra człowieka, w którym objawia się Boża Dobroć opowiem Wam innym razem...

czwartek, 25 kwietnia 2019

Spłonęła katedra

Dziś pozwolę sobie jedynie na kilka słów od siebie i kalkę z Fb.
Wnioski i zadumę zostawię szanownym czytelnikom.

Katedrę budowano ponad 180 lat. Pewne technologie przygotowujące niektóre materiały potrzebne do budowy trwały dziesiątki lat. Spokojnie można je było przygotować "zawczasu". Dla nas te technologie są niewyobrażalne.

IlustracjaI jeszcze jedno: czy dziś, w całej Europie, znaleźlibyśmy choć 1/10 potrzebnych dębów? Mam wątpliwości, czy w całej Eurazji tyle by się znalazło, a te które są, na szczęście są pod ochroną. Ale cóż, budowniczy katedr pozbawili Francję lasów. Zupełnie. Inne państwa ze starodrzewiem rozprawiły się później. U nas zrobili to zaborcy.


z profilu na fb pani Lilianny Sonik

"O tym, jak budowano więźbę opowiadał Thomas Büchi - Szwajcar, chyba najlepszy dziś praktyk konstrukcji drewnianych. „Około roku 1200 ścięto niemal 1500 wielowiekowych dębów. Ułożono je czubami w kierunku północy i pozostawiono na rok, aby leżąc odpoczęły. Potem ociosano je z kory i zanurzono na 25 lat w bagnach – to na wieki uodpornia na działanie grzybów i szkodników. Z mokradeł wyciągnięto je dopiero około roku 1225. Pnie pocięto i pozostawiono na kolejne 25 lat aby schły.” Techniki tej budowniczy katedr nauczyli się od natury, która tworzy „czarne dęby”.
Tajniki warsztatu średniowiecznych mistrzów były ciekawe, ale nie najciekawsze. Najbardziej fascynujący w tym opisie jest… czas. A raczej stosunek ludzi do czasu. Tamci ludzie nie żyli zbyt długo, a tworzyli dzieła, których wykonanie wymagało zgodnego wysiłku pokoleń. Ci, którzy rozpoczynali wiedzieli, że nie zobaczą rezultatów. Niczego nie przyspieszali. Byli pewni, że to co oni rozpoczęli, będzie kontynuowane przez następców przez dziesiątki albo i setki lat. "

No i stała katedra przez 100 lat pod zarządem wrogiego sobie państwa. Bo 100 lat złych rządów może się zdarzyć. Ale jak się okazało wiele więcej już prowadzi do nieodwracalnych zniszczeń.

Nie wiem jak można ludziom , którzy doprowadzili do zniszczenia takiego zabytku można powierzać jego odbudowę.

PS proszę sprawdzić, tej katedry nie ma na liście światowego dziedzictwa Unesco. Po co więc komu taka lista?"