sobota, 15 sierpnia 2015

Lance do boju!

Znalezione obrazy dla zapytania orzeł biały
(tego wymownego orzełka znalazłam na stronie "jesienny deszcz")


                                                         KU POKRZEPIENIU SERC:

Obrodziła jarzębina

Gdzie się nie obróce tam w oczy rzucają się dorodne obfite korale. Jarzębiny obrodziły w tym roku wyjątkowo obficie. Aż się prosi, żeby je wykorzystać.
Znalezione obrazy dla zapytania jarzębinaMożna je oczywiście wrzucić do wielkiego szklanego balona i zaprząc drożdże do roboty, potem produkt przepuścić przez alembik.
Można też użyć jarzębiny do robienia dżemów. Najpierw jednak, podobnie jak i w pierwszym przypadku trzeba ją ZAMROZIĆ. Dzięki przemrożeniu (podobnie jak aronia) jarzębina pozbywa się goryczy.
Można tez później mieszać przemrożone owoce z jabłkami, śliwkami, gruszkami - co kto lubi.

Dżem z jarzębiny:
Na każdy kilogram odszypułkowanej jarzębiny kilogram obranych antonówek (bez gniazd nasiennych) i kilogram cukru.
Jarzębinę trzeba przemrozić (najmniej dobę) i krótko obgotować dwa razy zmieniając wodę. Owoce wsypujemy do syropu z cukru i wody, wkładamy pokrojone jabłka. Smażymy do przejrzystości.
Niektórzy zamiast obgotowywania proponują  jedynie sparzenie i/lub moczenie przez noc w lekko osolonej, zakwaszonej wodzie.

Jarzębina ma dużo witamin i jest pomocna przy schorzeniach reumatycznych, chorobie wieńcowej i na wzmocnienie serca.

Ciekawe, czy taka obfitość owoców jest rzeczywiście zapowiedzią długiej zimy?

czwartek, 13 sierpnia 2015

Nie wiedziałam

Że też człowiek taki głupi jest i całe życie musi się uczyć.
Ja na przykład nie wiedziałam, że nie mogę dostać się z dzieckiem do ortodonty (pisałam kiedyś: w maju dowiedziałam się: "na ten rok już nie zapisujemy"), a kuzyn mojego męża dostał zawiadomienie, że został przyjęty na rehabilitację kilka lat po wypadku (chyba osiem), że to wszystko z powodu tak doskonale działającej służby zdrowia. Mamy tak świetnych lekarzy, szpitale i ośrodki, że ludzkość pcha sie drzwiami i oknami, czy musi, czy nie.
Nie wiedziałam, że ponad dziesięć procent (ponad 50 na 500) dzieci dożywianych w szkole mojego syna, to wrogowie państwa, choć tak na prawdę, to ich nie ma - tak samo jak biedy w naszym kraju.
wrogowie Polski (to tylko 30 sekund)
Nie wiedziałam, że pięć tysięcy odebranych za przekroczenie prędkości praw jazdy, w ciągu dwóch miesięcy to objaw troski państwa.
Nie wiedziałam, że przerwy w dostawie prądu są wynikiem rozpasania społeczeństwa, które korzysta z tego dobrodziejstwa bez umiaru i dopiero za namową głosu rozsądku musi ograniczać swoją beztroskę.
...
Na początku lat dziewięćdziesiątych moja znajoma wybrała się na wycieczkę do Korei Północnej. Podziwiała piękne krajobrazy i Góry Diamentowe, gdzie co kilka kroków w skale wyryte były sentencje typu "tu wielki wódz Kim Ir Sen stanął i zadumał się nad losami swego narodu". Dziwiła się tylko, że kiedy przewożono ich autobusami do kolejnych miejsc przeznaczonych do zwiedzania, wsie robiły wrażenie opustoszałych. Raz się ponoć przewodniczce ulało, że ludzie maja nakaz siedzenia w domu w porze przejazdu autobusów, by nie było widać biedy. Za to kiedy turyści zapytali, dlaczego na plaży nie ma ludzi, a cała jest pokryta zasiekami, przewodniczka wyrecytowała, że to z troski, bo Wieki Wódz tak troszczy się o swój naród, że nie chce, żeby się ludzie nie potopili...
...
Więc zaklinajmy rzeczywistość, chowajmy głodne dzieci, udawajmy, że jesteśmy zdrowi i bogaci, że wszyscy mamy pracę i nie jesteśmy obciążeni ponad miarę podatkami, że czujemy się swobodne w każdej sferze życia.
Polska tak wypiękniała. (kredyty przecież spłacą się same).

I śmieszno i straszno...
"nie, broń Boże"

Poczytajka na dziś:
Biedy nie ma - i już!

środa, 12 sierpnia 2015

cała przyjamność...

Przyjemności dzisiejszego dnia już za mną.
Mowa oczywiście o cudownym porannym chłodzie.
Cała przyjemność, to wstać o świcie i z kubeczkiem kawy wyjść do chłodnego ogrodu, by ją w spokoju wypić. Ruch na drodze dopiero się zaczyna, więc hałas dobiegający z niedalekiej E 16 jeszcze nie wygania do domu.
Kilka chwil napawania się ćwierkaniem wróbli i skrzeczeniem srok, wchłanianie porannej wilgoci przez skórę, a potem powrót, by zamykać okna - najpierw te od wschodu, a po chwili wszystkie inne.
Prognoza pogody nie napawa optymizmem.
Wiem, że kiedy przyjdą mrozy będziemy z nostalgią wspominać żar lejący się z nieba, ale w tej chwili, jak wielu innych, jestem zwyczajnie upałem zmęczona.
Wróciłam do domu. Dzieci jeszcze śpią, więc odłożyłam domowe prace, by ich nie budzić.
Zabrałam się za codzienna "prasówkę". A tam? Konkurs plucia do celu. Cóż z tego, że rzetelni dziennikarze demaskują kombinacje i przekłamania, skoro tabloidy i tak podadzą swoje.
Chyba zabiorę się za jakąś cichą pracę, na przykład przygotowanie kwiatków do galandy przeznaczonej dla pewnej sympatycznej małej dziewczynki. Może kolorowe szmatki poprawią mi humor.
Żeby tak jeszcze mieć choćby malutkie pomieszczenie z chłodzeniem...

wtorek, 11 sierpnia 2015

się bulwersuję

Bulwersacja: stan gniewu i złości występujący u kogoś na skutek niemożności zaspokojenia jakiejś potrzeby lub osiągnięcia celu, często połączony z poczuciem bezsilności.

Tak należy określić moje odczucia, gdy czytam kłamliwe określenie "polskie obozy koncentracyjne".
Dlatego, mimo, że jestem osobą wzbraniającą się od przekleństw i wszelakiej "łaciny", pozwalam sobie dołączyć pełen dosadności filmik, który powinien być pokazywany obowiązkowo, trzy razy dziennie w środkach przekazu wszystkich państw, które nie maja, lub nie chcą mieć pojęcia o prawdziwej historii.
Filmik oczywiście nie jest mojego autorstwa, ale został ściągnięty z youtube.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

wyciągnijmy średnią

Znalezione obrazy dla zapytania bałwanekZnalezione obrazy dla zapytania bałwanZnalezione obrazy dla zapytania bałwanek
Znalezione obrazy dla zapytania bałwan 





Olaboga! nie wytrzymom!

Olaboga! już wyziapac nie mogę.
Żeby w tym upale choć własny tłuszczyk wytapiał się i przepadał bezpowrotnie, byłyby powody do radości.
Po prostu - źle znoszę upały. Znikąd ratunku, nigdzie wytchnienia.
Kilka nocnych godzin pozwala na spokojny sen, za to w dzień mam problem z wykonywaniem jakichkolwiek prac. Popołudniami zapadam w śpiączkę.
W domu, w jadalni ("pokój do życia") połączonej z kuchnią, mimo zasłoniętych podwójnie okien - prawie trzydzieści stopni. W nocy wszystko otwarte na przestrzał, żeby się mury schłodziły, w dzień zamykane, by rozgrzane do białości powietrze nie dostawało się na pokoje.
Znalezione obrazy dla zapytania strzechaPrzypomniałam sobie, że kiedy zwiedzaliśmy któryś ze skansenów, doznałam miłego zaskoczenia po wejściu do starej chaty krytej strzechą. Był upalny dzień, a w środku dawało się odczuć miły chłodek. Dowiedziałam się, że tak działa strzecha i wysoki stromy dach, pod którym mieścił się niezamieszkany strych. Strzecha okazuje się cudownym wynalazkiem doskonale zatrzymującym ciepło w zimie i nie dopuszczającym do przegrzania latem. Dodatkowo, na podwórzach, tuż obok chaty, zwykle sadziło się potężne drzewa: lipy, klony, jawory, kasztanowce, orzechy.
Niech ktoś nie wysnuwa w tym momencie wniosków, że uważam iż natychmiast należy przywrócić krycie domów strzechą. Uważam natomiast, że należy się uczyć od przodków. Nasza "nowoczesność" trwa zaledwie kilkadziesiąt lat, a oni przez wieki musieli sobie radzić w prymitywnych warunkach bez nowoczesnych technologii.
Znalezione obrazy dla zapytania strzecha
o strzechach nie zapomniało, choć stały się teraz luksusem
Skoro udowodnionym jest (przecież to najprostsza wiedza z fizyki), że powietrze jest izolatorem termicznym, to dlaczego dziś buduje się domy, gdzie pod dach "na siłę" upycha się pomieszczenia mieszkalne? Dlaczego tak rzadko myśli się o sadzeniu drzew wokół domu?
Kanadyjskie klony stały się godłem kraju nie tylko z powodu obfitości ich występowania, ale dlatego, że od początków osadnictwa, kierując się starymi wzorami przywiezionymi z Europy, koło każdego budowanego domu, sadzono te drzewa. Stawały się swoistymi klimatyzatorami, w dodatku regulującymi wilgotność najbliższego otoczenia.
Wiem, że wełny mineralne, styropiany i inne cuda wymyślono właśnie do celów izolacyjnych, ale nic nie zastąpi pustej przestrzeni. Ale dziś budowanie jest tak drogie, że wykorzystuje się każdy centymetr powierzchni, także pod skośnymi dachami.
Znalezione obrazy dla zapytania lipa
cień lipy daje miły chłód
Z płaskimi dachami jest nie lepiej. Przestrzeń (nawet izolowana) między stropem a dachem, pozbawiona dostatecznego przepływu powietrza, (zwykle wywietrzniki o małym przekroju, zabezpieczone kratkami przed ptakami)nagrzewa się jak wszystko dokoła, nie dając spodziewanego wytchnienia ludziom mieszkającym poniżej.
W dodatku w miastach przestano chyba dbać o dobór zieleni. Sadzi się takie rośliny, by było ładnie, niekoniecznie, by było praktycznie. W dodatku "nowoczesność" wymusza pewne ustepstwa, które później mszczą się nieludzkimi warunkami.
Kiedyś niemal każdą ulicę w mieście obsadzano drzewami. Rozwijające się miasta i narastający ruch uliczny wymuszają (?) usuwanie tych drzew. Poszerza się jezdnię i chodniki. W efekcie otrzymujemy bezkresne połacie asfaltu, betony, kamienia, nagrzewające się do granic możliwości, bez sposobu na szybkie schłodzenie. Tu nawet zachód słońca nie przynosi ulgi, bo nocą nagrzane elementy promieniują pobranym ciepłem.
Znalezione obrazy dla zapytania uliczki asyżu
Asyż (zdjęcie z netu)
Pamiętam swoją wizytę w zabytkowym Asyżu. Był wrześniowy wieczór, na tyle chłodny, że zakładaliśmy swetry. Zaraz po przekroczeniu zabytkowej, kamiennej bramy miejskiej, swetry trzeba było zdjąć. Nagrzane w ciągu dnia kamienie działały jak wielkie kaloryfery. Gąszcz kamiennych domów, wąskie, kręte i bardzo malownicze uliczki miały temperaturę kilka, a może kilkanaście stopni wyższą niż przestrzeń za murami miasta. Tam mieszkańcy radzą sobie jak mogą - kto był - widział cale połacie ścian pokryte gąszczem doniczek, w których starannie pielęgnuje się przeróżne rośliny. Gdzie było to możliwe, ściany pokrywał bluszcz.
W mojej "wsi" (już pisałam) rosły wzdłuż głównej ulicy kwitnące na biało i czerwono głogi, posadzone po odzyskaniu niepodległości. Sprawującym władzę w czasach PRl-u nie podobało się to wspomnienie wolności, więc w imię nowoczesności zaczęto owe głogi systematycznie wycinać. Ten proces przerwały wydarzenia z lat 80-tych. Dziś ogromna część kilkukilometrowej ulicy jest pozbawiona drzew. Drzewa zniknęły, mimo, iż absolutnie nie było to potrzebne, bo szerokość jezdni i chodnika, nie zmieniły się. Strach tamtędy iść w taką pogodę, jak dziś. Ta część, na której drzewa pozostały, cieszy nie tylko oczy, ale cudownie ocienia i sprawia, że temperatura chodnika jest o kilka stopni niższa.
Jakoś nie wyciągamy wniosków z takich wydarzeń i nie uczymy się:
http://niezalezna.pl/69796-temperatura-w-warszawie-szaleje-wszystko-przez-decyzje-gronkiewicz-waltz
i tym razem nie chodzi mi o politykę, ale o zwykłe życiowe, (nie)rozsądne decyzje.
Patrząc na moje miasto (nie tylko opisaną wyżej ulicę) takie podejście do środowiska, jak w stolicy, nie jest odosobnione.


A ja czekam, aż upały zelżeją i myślę o tym, jak w zimie będę je wspominać i narzekając na zimno, dzwonić zębami...