Co to za maj, że trzeba palić w kominku?
Niby nie powinnam narzekać, bo lepiej znoszę taki chłodek niż upały, bo wtedy opadam z sił i zdycham w kątku. Tymczasem w gardle mnie drapie, a z nosa cieknie. Córcia przeziębiona regularnie, zaległa w łóżku. Młody i średni poprzemakali wczoraj zupełnie na boiskowym wybiegu.
Głowa boli, w kościach łamie, więc uprawiam nieco lenistwa. Trochę czytam, trochę piszę. Trochę myślę. Zastanawiam się, czy jest szansa uratować polskie szkolnictwo, bo że nauczanie leży i kwiczy w agonii, to chyba jest oczywiste.
Kilka dni temu odwiedziłam szkołę najmłodszego. Trzeba mi było zamienić kilka słów z anglistką. Miła pani poprosiła mnie pod salę, w której miała następną lekcję. Wpuściła dzieciarnię do klasy, kazała wyjąć książki i zeszyty, zadała coś do czytania i wyszła do mnie, by podać materiały, o które prosiłam.
obrazek z dzieci.pl |
Jeżeli nauczycielki działają tak w sprawach wychowania - a działają powszechnie - to JAK radzą sobie z nauczaniem?
Proste: nie radzą sobie.
Mając do dyspozycji okrojony program dla debili i własną niechęć do wysiłku, produkują niewiele potrafiących uczniów. Młodzież nie radzi sobie z nauką, w której nie uczy się związków między faktami, a jedynie odhacza kolejne tematy. Młodzież nie radzi sobie z rozwiązywaniem problemów. Młodzież nie potrafi poszukiwać i scalać wiedzy, oraz wyciągać wniosków.
Pani nauczycielka jest tego przykładem. Tak ją nauczono, czy może raczej NIE nauczono postępować z dziećmi.
I niech mi wreszcie ktoś wytłumaczy, który idiota wymyślił, że dzieci można nauczyć języka przez dwie godziny w tygodniu. W dodatku w odstępach 2 - 3 dniowych, w klasach liczących 20 - 30 dzieci.
To czas stracony dla nauczycieli i dla dzieci.
też palę w piecu
OdpowiedzUsuń