poniedziałek, 9 lutego 2015

Nowiny


żródło: www.nowiny24.pl

Rolnicy z Kanady ostrzegają Polaków przed GMO: zastanówcie się, co chcecie jeść

 Autor:
Ludzie z koncernu Monsanto mówili: dzięki uprawom naszych genetycznie modyfikowanych roślin będziecie mieć większe plony, będziecie używać mniej chemii i uratujecie świat przed głodem. - Myśmy uwierzyli, a tu chodziło wyłącznie o ich zysk - stwierdza Schmeiser.
- W Kanadzie nie ma już innego rzepaku, soi niż zmutowane. Chcecie tego samego? - pytali w Rzeszowie Percy i Louise Schmeiser, laureaci "alternatywnego Nobla”. - W Kanadzie nie ma już innego rzepaku, soi niż zmutowane. Chcecie tego samego? - pytali w Rzeszowie Percy i Louise Schmeiser, laureaci "alternatywnego Nobla”. (fot. Krystyna Baranowska)
Percy Schmeiser (ur. 1931) - kanadyjski rolnik i producent nasion z Bruno w prowincji Saskatchewan. Przez 19 lat był burmistrzem, reprezentował także rolników w lokalnym parlamencie. Za swój opór przeciwko Monsanto i prowadzoną od 1998 walkę przeciwko modyfikacjom genetycznym w rolnictwie, w 2007 został wraz ze swoją żoną Louise odznaczony Alternatywną Nagrodą Nobla. Rok temu w Berlinie odbył się premierowy pokaz filmu dokumentalnego o Schmeiserze "Dawid przeciw Monsanto”.
(Źródło: Wikipedia)

***

Do Rzeszowa Percy Schmeiser i jego żona Louise przyjechali na zaproszenie Związku Zawodowego Rolników Ekologicznych św. Franciszka z Asyżu i uczestniczyli w konferencji pt. "Żywność ekologiczna wysokiej jakości a żywność modyfikowana genetycznie”, którą zorganizował Związek Stowarzyszeń "Podkarpacka Izba Rolnictwa Ekologicznego”.
Percy i jego żona Louise. Oboje dobiegają 80-tki. Siwe włosy, łagodne uśmiechy. Aż trudno uwierzyć, że ta para zalazła za skórę biotechnologicznemu gigantowi Monsanto - największemu producentowi nasion GMO na świecie.

Dziś Schmeiserowie są symbolem walki przeciwko nieetycznym praktykom wielkiej korporacji i w obronie godności rolnika oraz jego praw. Dostali za to wiele międzynarodowych nagród, nakręcono o nich film. Podczas spotkania na Uniwersytecie Rzeszowskim co chwilę ktoś podchodzi, by zrobić sobie zdjęcie ze słynnymi Kanadyjczykami.

- W Polsce jesteśmy już czwarty raz i za każdym razem podoba nam się bardziej - uśmiecha się Percy. - Nie ustajemy w podróżach, w końcu ktoś musi powiedzieć ludziom, co wydarzyło się w Kanadzie, kiedy dopuściła uprawy roślin genetycznie modyfikowanych.

Miało być tak pięknie

Schmeiserowie przez ponad 50 lat zajmowali się hodowlą rzepaku. Na 600-hektarowym gospodarstwie udało im się wyhodować odmianę, która doskonale radziła sobie w lokalnych warunkach i była odporna na choroby. Sukces poszedł w niwecz w dwa lata. Zaraz po tym, jak sąsiad zasiał rzepak GMO...

W Kanadzie rośliny GMO wprowadzono w 1996 r. Były to cztery gatunki: rzepak, kukurydza, bawełna i soja.

- Zostaliśmy wprowadzeni w błąd zarówno przez rząd, jak i biotechnologiczny koncern - opowiada Percy. - Obiecywano nam zwiększoną produktywności i przede wszystkim mniejsze zużycie chemikaliów. Ludzie z Monsanto przekonali nas również piękną ideą - dzięki GMO będziemy mogli nakarmić głodny świat.

Już w pierwszym roku zauważyli, że jest dokładnie odwrotnie.

- Produktywność spadła. Przede wszystkim w przypadku rzepaku i soi - mówi rolnik. - Potwierdza to kanadyjski departament rolnictwa (spadek o 10-15 proc.) Po wprowadzeniu GMO powstały też superchwasty odporne na herbicydy i pestycydy, więc musieliśmy używać dwa razy więcej chemikaliów. A ja i moja żona omal nie straciliśmy domu i ziemi.

Zabierzemy wam wszystko

W 1998 r., kiedy uprawy Schmeiserów zostały skażone genetycznie zmodyfikowanymi roślinami z pola sąsiada, zostali przez Monsanto oskarżeni i podani do sądu za naruszenie patentu. Oni sami nie wiedzą, czy nasiona przyleciały z wiatrem, zostały przywiezione na kołach samochodów, czy może przyniosły je ze sobą pszczoły. Doszło do krzyżówki i kiedy zasiali na nowo ziarna zebrane na swoich hektarach, wyrosły z nich zmutowane rośliny. Tak oto Percy i Louise zostali złodziejami.

- Monsanto skontrolowało nasze pole i powiedziało, że cały plon należy do nich - wspominają.
Prawa patentowe są w zasadzie nie do ominięcia. Przez 7 lat walczyli w sądzie, by dowieść, że nie są odpowiedzialni za "skażenie” swojego pola. W końcu Sąd Najwyższy Kanady przyznał im rację. Ale koszty procesu ponieśli zarówno oni, jak i koncern.

- Podczas tego 7-letniego okresu Monsanto pozwało nas do sądu dwukrotnie - relacjonuje Percy. - Zażądali np. od nas 1 mln dolarów za to, że byliśmy aroganccy, uparci i nieskłonni do ugody. Gdybyśmy ten proces przegrali, stracilibyśmy dom i ziemię. Podjeżdżali też na drogę w pobliżu naszego pola, domu. Siedzieli w samochodzie i obserwowali wszystko, co robimy. Dostawaliśmy telefony z pogróżkami. Po zakończeniu sprawy myśleliśmy, że wszystko się skończyło i pozbyliśmy się problemu. Ale myliliśmy się.

Wtedy Louise się wściekła

W 2005 roku Schmeiserowie na swoim polu testowym znów zauważyli rzepak, który wydawał się zawierać zmutowany gen. Sprawdzili nasiona w laboratorium i ich podejrzenia się potwierdziły. Tym razem sami zadzwonili do Monsanto. Przyjechała komisja, zbadała rzepak, stwierdziła, że należy on do nich i zapytała, co rolnicy chcą z nim zrobić.

- To było 25 hektarów, na których prowadziliśmy badania nad gorczycą opowiada Percy. - Powiedzieliśmy, żeby usunęli każdą roślinę rzepaku ręcznie. Wtedy przysłali list, a ja po raz pierwszy zobaczyłem moja żonę wściekłą. Zgodzili się usunąć rzepak pod warunkiem, że ani my, ani nikt z naszej rodziny nigdy nie pozwie Monsanto z jakiejkolwiek przyczyny. Nie mogliśmy też zdradzać zapisów tej umowy.

Schmeiserowie nie zgodzili się. Z pomocą sąsiadów usunęli rzepak GMO. Pracującym zapłacili 6,4 tys. dolarów kanadyjskich. Rachunek przesłali do Monsanto. Ale firma znów chciała tych samych pisemnych gwarancji co wcześniej.

- Pomimo, że kwota nie była duża, postanowiliśmy walczyć o nią w sądzie. I w 2008 roku rozprawa sadowa zakończyła się naszym sukcesem. Dostaliśmy te pieniądze. Nie chodziło nam o nie, ale o pokazanie, że rolnicy mają prawo do własnej ziemi i korporacja nie może ich tego prawa pozbawić. Po 11 latach walki z Monsanto było to wspaniałe zwycięstwo.

Czego nie da się odwrócić

Przypadek Schmeiserów zwrócił uwagę na wiele problemów związanych z uprawami GMO. Okazało się, że rolnik bardzo łatwo może stracić prawo do swoich upraw i nasion, bo naturalnego procesu krzyżowania się nasion GMO z nie-GMO nikt nie powstrzyma. Nie ma możliwości istnienia obok siebie upraw naturalnych i tych modyfikowanych.

- Dziś w Kanadzie nie ma już innej soi i rzepaku niż zmutowany, a 90 proc. upraw kukurydzy to kukurydza GMO. Straciliśmy tradycyjne odmiany tych roślin. Przez 14 lat nasz rząd nie zgodził się na wprowadzenie żadnych nowych gatunków roślin genetycznie modyfikowanych.

Rolnicy, którzy wcześniej odkupywali od siebie nasiona i hodowali własne, zostali uzależnieni od jednego dostawcy. Co roku muszą kupować nowy materiał siewny, bo ten zebrany z pola jest chroniony patentem. Według umowy, pole, spichlerz, dokumenty podatkowe w każdej chwili może skontrolować policja Monsanto. Zdaniem Percy'ego, polityka koncernu spowodowała też rozbicie lokalnych więzi.

- Rolnicy są namawiani, by donieść na sąsiada, którego podejrzewają o wysiew niezakupionego wcześniej od koncernu ziarna. Ludzie przestali sobie ufać, trudniej im współpracować.

Sami zdecydujecie

Przyjazd Schmeiserów do Polski wypada w momencie, kiedy trwają prace nad ustawą dotycząca upraw GMO. Zaproszeni zostali przez ekologiczne organizacje i spotykali się także z przedstawicielami rządu.

- Nie mówimy wam, co macie robić - zastrzega Percy. - Ale na pewno jesteście w lepszej sytuacji niż Kanada 14 lat temu. My nie wiedzieliśmy, co się stanie. Wy to już możecie przewidzieć.

wtorek, 13 stycznia 2015

Czujny, jak lew potrójny

Nie było mnie tu dawno, oj nie było...
Ale o czym tu pisać, kiedy człowiek żyje zwyczajnie, skromnie, bez wodotrysków i fajerwerków. To znaczy - fajerwerki były, w noc Sylwestrową, kiedy to nastąpiła kolejna wymiana kalendarza na ścianie.
Na zaistniały rok życzę wszystkim, którzy tu zajrzą, aby dopisywało im szczęście i zdrowie, a siła i cierpliwość przyniosły spokojny i dostatni żywot.
Trochę zimna i  trochę stresów spowodowało widocznie kolejne obniżenie odporności u Kici naszej kochanej i znów zapadła na męczący koci katar. Słaba bidulka się zrobiła, z jedzeniem i piciem zaczęły się problemy, więc trochę poleżała zanim weterynarz zaczął jej używać zamiast poduszeczki do igieł i pompować w nią lekarstwa przeróżne. Tymczasem nasz kocurek, który już nie jest kocurkiem, okazał się niezwykle troskliwym opiekunem i strażnikiem spokojnego wypoczynku Kici. Najpierw stwierdziliśmy, że to jakiś koci wybryk, ale sytuacje się powtarzały w podobnych okolicznościach. Otóż Timon przeganiał Regisa od kici! Gdzieś w kocim łebku zalęgła się myśl, że ta wielka kupa psiego futra będzie niepokoić chorą kumpelę i małe miauczące, z ostrym kocim przekleństwem na pysku, kilkakrotnie przegoniło Regisa! Na odgłos psich pazurów w pobliżu chorej koteczki, kocurek czujnie podnosi głowę, cały się spina i w gotowości do ataku obserwuje, jak blisko odważy się podejść intruz. Atakuje psa, który jest jakieś trzydzieści razy cięższy od niego! Za to chodząca psia poczciwość i siła spokoju ze zdziwieniem kwiknął i pożalił się na złe traktowanie przez to małe coś z ogonkiem i spokojnie zszedł z drogi małemu awanturnikowi. Akcja powtórzyła się kilkakrotnie w ciągu ostatnich dni. Dziś Kicia jest już prawie całkiem na chodzie, w każdym razie chodzi po domu, pije, coś ta je i korzysta z wiadomego pudełka, a Timon nieco odpuścił psu.

piątek, 19 grudnia 2014

Mieszanka przedświąteczna

Święta za pasem.
Trwają przygotowania, choć w tym roku bez szaleństw.
Dzieci zrobiły listę ciast, które trzeba koniecznie upiec. Ma być: orzechowiec przekładany budyniem, sernik z brzoskwiniami, makowiec z bezą na wierzchu, szarlotka i najlepiej jeszcze jakiś tort lub biszkopt z kremem.
Rok temu, kiedy piekłam kolejne ciasto, Babcia zapytała "kto to wszystko zje?" i patrzyła z niedowierzaniem, kiedy w drugie święto, po południu kuchnia ziała pustką.
Nie ma co ukrywać - chłopcy są w wieku, w którym wchłania się i marnuje każdą kalorię.
Zdążyliśmy już upiec z bratankami furę pierniczków. Było przy tym sporo śmiechu, żartów i ogólnej wesołości w prawdziwie przedświątecznym nastroju. Pierniczki zostały też polukrowane i rozdzielone na porcje "dla babć, ciotek i kuzynów". Nasze jeszcze czekają u nich, bo groziło im wczesne unicestwienie. Grudzień to nie tylko radosny czas oczekiwania na święta Bożego Narodzenia ale i urodzin, moich i Kasi. Niewiarygodne, ale w tym roku córcia skończyła już 18 lat! Jak wiele matek, nie potrafię uwierzyć, że czas od jej narodzin do dorosłości minął tak szybko. Miłym imprezom
towarzyszyły też wspomnienia; jak przed laty, w  moje urodziny obserwowaliśmy kolumnę czołgów zmierzających do centrum miasta, a zamiast cieszyć się cudownie sypiącym śniegiem, z niepokojem patrzeliśmy, czy na wieżyczkach czołgów widniej orzeł, czy czerwona gwiazda.
Do tych wspomnień dołączyły się te o Dziewięciu zabitych przez swoich braci polaków. (mała litera zamierzona) To byli nasi znajomi, przyjaciele naszych znajomych, ciężko pracujący ludzie, którzy nie chcieli niczego poza prawdą i zwykłym życiem.
Do dziś nie rozliczona zbrodnia, która jest konsekwencją okrutnych lat powojennych, gdy ludzie małego ducha, a wielkiej podłości stali się sługami narzuconego nam reżimu i nieludzkiego ustroju. Ciągnie się za nami czas, gdy polak dręczył i torturował Polaka, bohatera, żołnierza, który walczył o wolną Polskę.
W czas wspominania doskonale wpisał się wczorajszy, przejmujący emocjonalnie, koncert „Podziemna Armia Powraca”. Bez lukru i owijania w papierek, w genialnych tekstach, z równie doskonałą muzyką, ukazujący zbrodnie naszych „wyzwolicieli” oraz cierpienia zadawane najwartościowszym obywatelom naszego kraju przez ludzi sprzedajnych, okrutnych, bezmyślnych – po prostu zdrajców. Uhonorowano Żołnierzy Wyklętych ukazując w genialnie zilustrowanych filmami pieśniach ich heroizm i cierpienie zadawane przez braci.
Zdradzę Wam jeszcze, że dawni kaci nie zniknęli z powierzchni ziemi. Żyją pomiędzy nami i zwykle mają się bardzo dobrze.

wtorek, 25 listopada 2014

Król jest nagi

Ciekawe, czy tym razem ktoś wreszcie odważy głośno się powiedzieć, że Król Jest Nagi.
A właściwie nie król, tylko naród.
Chyba jeszcze tylko urzędnicy nie narzekają. Ewentualnie pracownicy na etatach, bo właściciele firm i pracujący na własne konto orzą nosem muł na dnie. Wstyd się przyznać przed Kowalskim, który głosi sukces, że cienko się przędzie.(Kto sprawdzi, że Kowalski w domu zjada szczaw?)
Zleceniodawcy dużych prac budowlanych - nie mają pieniędzy. Zleceniodawcy małych prac związanych w jakikolwiek sposób z budownictwem i instalacjami - nie mają pieniędzy, a co za tym idzie cały łańcuszek dostawców i rzemieślników. Na etatach też dostaje się głodowe wynagrodzenie - zagraniczny właściciel firmy może sobie na to pozwolić, bo kupuje sobie niewolnika, który nie ma wyboru w miejscach pracy.
Nikt się do biedy nie przyzna - bo obciach.
Jeszcze się jeździ w miarę nowym samochodem, jeszcze się ma kilka ciuchów, ale w kalecie już dutków nie ma.
No bo skąd ma się to wszystko brać? Pytam się skąd?
Przemysłu nie ma, eksport leży i kwiczy, wypracowane zyski fruną w siną dal.
Parowóz toczy się z rozpędu, ale paliwo już się skończyło...

Będzie lepiej.
Minister rolnictwa pojechał promować naszą wieprzowinę do muzułmanów...

(to byłoby nawet śmieszne - ale w dowcipie, nie w życiu)


czwartek, 20 listopada 2014

Czas cudów

A to wynik odwrotny niż w sondażach...
A to wygrywa ktoś z marginesu...
A to burmistrzem zostaje ktoś, kto wcale nie kandydował...
A to podaje się wyniki, które jeszcze nie były wysłane...
Cuda, cuda, cuda...
Jeszcze tylko zwierzęta nie mówią ludzkim głosem.
Zresztą, nie jestem pewna...

poniedziałek, 17 listopada 2014

Przyjacielskie wspacie

Drodzy moi czytelnicy i wszyscy tu zaglądający!
Bardzo proszę o pomoc FOTOGRAFICZNĄ.
Ktokolwiek ma i może udostępnić zdjęcia o tematyce bożonarodzeniowej: szopki, Mikołaje, aniołki, wieczerze wigilijne, pierniczki i inne potrawy, choinki i zgodzi się na ich publikację w... gazetce parafialnej, proszony jest o rychłe przysłanie tychże na mój adres mailowy:
dzidosia@gmail.com

Okazało się bowiem, że wiele podesłanych zdjęć jest w jakości umożliwiającej publikowanie, a czas nagli...

Z góry dziękuję za ratunek!

niedziela, 16 listopada 2014

I przed i po...

Małpa jest kapitanem statku.
Małpa robi dziury w kadłubie, statek zaczyna tonąć..
Wszyscy mają mokre buty, niektórzy ubrania, ktoś utonął...
Jest źle. Trzeba wybrać nowego kapitana.
Małpa zajmuje w głosowaniu drugie miejsce. Może przestanie robić dziury?...
Kto w takiej sytuacji głosuje na małpę?
Ten co przed szkodą, i po szkodzie głupi...