wtorek, 18 sierpnia 2015

Kim Ir Sen 30km/h

Dopiero co wspominałam Wielkiego Wodza i jego troskę o naród. Zasieki na plażach, nie pojawiały się, by kto żyw nie uciekł z raju, a po to, żeby się naród nie potopił, bo Wielki Wódz kocha swoich ludzi.
Kochają nas też rządzący naszym mistem, w trosce o bezpieczeństwo... to NIE żart:

W ramach zwiększenia bezpieczeństwa pieszych oraz poprawy życia mieszkańców Katowic wprowadzono w centrum miasta strefę ograniczonej prędkości – do 30 km/h.

Strefa „Tempo 30” to teren ograniczony autostradą A4 oraz ulicami: Francuską, Mikołowską, Drogową Trasą Średnicową, Sokolską i Dudy-Gracza. Koszt wprowadzenia ograniczeń to 150 tys. zł. Wchodzą w nie m.in. znaki ostrzegawcze, zmiana oprogramowania sygnalizacji świetlnej, spowalniacze.

http://niezalezna.pl/70030-strefa-ograniczonej-predkosci-w-katowicach

- No i o co tu chodzi?
- Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze...
Wszyscy zapłacimy.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Takie tam bajanie - przy niedzieli

Lubię jeździć do Krakowa, bo atmosfera Starego Miasta ma dla mnie coś magicznego.
Może to za przyczyną piękna, na które natykamy się tam na każdym kroku.
Malownicze kamieniczki, ozdobione rzeźbami, prezentujące w całej krasie każdy starannie, przed wiekami, obrobiony detal. A może dlatego, że dawne budownictwo potrafi mnie bardziej zauroczyć niż współczesne. Rozmaitość szczegółów i kształtów bardziej do mnie przemawiają niż powtarzalność utylitarnych form.
Najbardziej jednak lubię Wawel.
Malownicze wzgórze jest dla mnie osobiście czymś w rodzaju świątyni. To miejsce, gdzie można dotknąć historii. To namacalny ślad mówiący o przeszło tysiącu latach potęgi naszego kraju.
Niesamowite wapienne wzgórze wyłania się ponad brzegi Wisły, a ukryta w nim jaskinia pobudza wyobraźnię.
Potężna skała. A na niej zamek. I kościół.
Odwiedzając ekspozycję Wawel Zaginiony przekonamy się na własne oczy jak głęboko w przeszłość sięga historia królewskiego wzgórza.
Dla mnie Wawel to trwanie, potęga i duma.
Niemal czuje się moc skały, na której zbudowano oparcie dla polskiej państwowości: siedzibę królów.
Państwo trwało nieugięte, zupełnie jakby o wawelską skalę rozbijały się przeciwności losu i wrogowie Rzeczpospolitej.
Do czasu.
I tu zaczyna się moje bajanie...
Znalezione obrazy dla zapytania wawel z lotu ptakaPrzy którejś kolejnej wizycie na dziedzińcu królewskiego zamku naszła mnie myśl, że łańcuch niepowodzeń kochanej Ojczyzny zaczął się wtedy, gdy królowie opuścili Wawel.
Zupełnie jakby przestała ich ochraniać moc potężnej skały.
Losy Polski zaczęły się plątać, gdy stolica została przeniesiona do Warszawy. Wkrótce zaczął się "potop" i era rabowania dorobku przeszłych pokoleń.
Ciągle jeszcze jednak Wawelska katedra była miejscem koronacji królów.
Ostatnim królem koronowanym na mocarnym wzgórzu był Sas: August III.
Plątało się już wtedy nieźle: jego poprzednik, który abdykował po niespełna dwuipółletnim panowaniu, koronowany w Warszawie, Stanisław Leszczyński - abdykował.
August III, robił co mógł, by nachapać się w kraju mlekiem i miodem płynącym, traktując Polskę, jak dojną krowę, zaś jego następca, Stanisław Poniatowski, który zrezygnował z oparcia swego panowania na nadwiślanej skale, koronował się również w Warszawie i również abdykował, przypieczętowując w ten sposób losy Polski.... Tam też koronował się na króla Polski car Mikołaj I.
Jakoś Warszawa nie ma szczęścia do królów, choć jest miastem przez królową ulubionym i rozbudowanym.
Może nowy prezydent wywodzący się spod Wawelskiego Wzgórza zabierze ze sobą choć część szczęśliwej historii naszego kraju ze sobą i przywróci pamięć o trwaniu, potęgę ducha, dumę z wielkości narodu i moc skały.
Takie tam, pobożne życzenia i niedzielne bajanie...
Wawel 1000 lat temu

sobota, 15 sierpnia 2015

Lance do boju!

Znalezione obrazy dla zapytania orzeł biały
(tego wymownego orzełka znalazłam na stronie "jesienny deszcz")


                                                         KU POKRZEPIENIU SERC:

Obrodziła jarzębina

Gdzie się nie obróce tam w oczy rzucają się dorodne obfite korale. Jarzębiny obrodziły w tym roku wyjątkowo obficie. Aż się prosi, żeby je wykorzystać.
Znalezione obrazy dla zapytania jarzębinaMożna je oczywiście wrzucić do wielkiego szklanego balona i zaprząc drożdże do roboty, potem produkt przepuścić przez alembik.
Można też użyć jarzębiny do robienia dżemów. Najpierw jednak, podobnie jak i w pierwszym przypadku trzeba ją ZAMROZIĆ. Dzięki przemrożeniu (podobnie jak aronia) jarzębina pozbywa się goryczy.
Można tez później mieszać przemrożone owoce z jabłkami, śliwkami, gruszkami - co kto lubi.

Dżem z jarzębiny:
Na każdy kilogram odszypułkowanej jarzębiny kilogram obranych antonówek (bez gniazd nasiennych) i kilogram cukru.
Jarzębinę trzeba przemrozić (najmniej dobę) i krótko obgotować dwa razy zmieniając wodę. Owoce wsypujemy do syropu z cukru i wody, wkładamy pokrojone jabłka. Smażymy do przejrzystości.
Niektórzy zamiast obgotowywania proponują  jedynie sparzenie i/lub moczenie przez noc w lekko osolonej, zakwaszonej wodzie.

Jarzębina ma dużo witamin i jest pomocna przy schorzeniach reumatycznych, chorobie wieńcowej i na wzmocnienie serca.

Ciekawe, czy taka obfitość owoców jest rzeczywiście zapowiedzią długiej zimy?

czwartek, 13 sierpnia 2015

Nie wiedziałam

Że też człowiek taki głupi jest i całe życie musi się uczyć.
Ja na przykład nie wiedziałam, że nie mogę dostać się z dzieckiem do ortodonty (pisałam kiedyś: w maju dowiedziałam się: "na ten rok już nie zapisujemy"), a kuzyn mojego męża dostał zawiadomienie, że został przyjęty na rehabilitację kilka lat po wypadku (chyba osiem), że to wszystko z powodu tak doskonale działającej służby zdrowia. Mamy tak świetnych lekarzy, szpitale i ośrodki, że ludzkość pcha sie drzwiami i oknami, czy musi, czy nie.
Nie wiedziałam, że ponad dziesięć procent (ponad 50 na 500) dzieci dożywianych w szkole mojego syna, to wrogowie państwa, choć tak na prawdę, to ich nie ma - tak samo jak biedy w naszym kraju.
wrogowie Polski (to tylko 30 sekund)
Nie wiedziałam, że pięć tysięcy odebranych za przekroczenie prędkości praw jazdy, w ciągu dwóch miesięcy to objaw troski państwa.
Nie wiedziałam, że przerwy w dostawie prądu są wynikiem rozpasania społeczeństwa, które korzysta z tego dobrodziejstwa bez umiaru i dopiero za namową głosu rozsądku musi ograniczać swoją beztroskę.
...
Na początku lat dziewięćdziesiątych moja znajoma wybrała się na wycieczkę do Korei Północnej. Podziwiała piękne krajobrazy i Góry Diamentowe, gdzie co kilka kroków w skale wyryte były sentencje typu "tu wielki wódz Kim Ir Sen stanął i zadumał się nad losami swego narodu". Dziwiła się tylko, że kiedy przewożono ich autobusami do kolejnych miejsc przeznaczonych do zwiedzania, wsie robiły wrażenie opustoszałych. Raz się ponoć przewodniczce ulało, że ludzie maja nakaz siedzenia w domu w porze przejazdu autobusów, by nie było widać biedy. Za to kiedy turyści zapytali, dlaczego na plaży nie ma ludzi, a cała jest pokryta zasiekami, przewodniczka wyrecytowała, że to z troski, bo Wieki Wódz tak troszczy się o swój naród, że nie chce, żeby się ludzie nie potopili...
...
Więc zaklinajmy rzeczywistość, chowajmy głodne dzieci, udawajmy, że jesteśmy zdrowi i bogaci, że wszyscy mamy pracę i nie jesteśmy obciążeni ponad miarę podatkami, że czujemy się swobodne w każdej sferze życia.
Polska tak wypiękniała. (kredyty przecież spłacą się same).

I śmieszno i straszno...
"nie, broń Boże"

Poczytajka na dziś:
Biedy nie ma - i już!

środa, 12 sierpnia 2015

cała przyjamność...

Przyjemności dzisiejszego dnia już za mną.
Mowa oczywiście o cudownym porannym chłodzie.
Cała przyjemność, to wstać o świcie i z kubeczkiem kawy wyjść do chłodnego ogrodu, by ją w spokoju wypić. Ruch na drodze dopiero się zaczyna, więc hałas dobiegający z niedalekiej E 16 jeszcze nie wygania do domu.
Kilka chwil napawania się ćwierkaniem wróbli i skrzeczeniem srok, wchłanianie porannej wilgoci przez skórę, a potem powrót, by zamykać okna - najpierw te od wschodu, a po chwili wszystkie inne.
Prognoza pogody nie napawa optymizmem.
Wiem, że kiedy przyjdą mrozy będziemy z nostalgią wspominać żar lejący się z nieba, ale w tej chwili, jak wielu innych, jestem zwyczajnie upałem zmęczona.
Wróciłam do domu. Dzieci jeszcze śpią, więc odłożyłam domowe prace, by ich nie budzić.
Zabrałam się za codzienna "prasówkę". A tam? Konkurs plucia do celu. Cóż z tego, że rzetelni dziennikarze demaskują kombinacje i przekłamania, skoro tabloidy i tak podadzą swoje.
Chyba zabiorę się za jakąś cichą pracę, na przykład przygotowanie kwiatków do galandy przeznaczonej dla pewnej sympatycznej małej dziewczynki. Może kolorowe szmatki poprawią mi humor.
Żeby tak jeszcze mieć choćby malutkie pomieszczenie z chłodzeniem...

wtorek, 11 sierpnia 2015

się bulwersuję

Bulwersacja: stan gniewu i złości występujący u kogoś na skutek niemożności zaspokojenia jakiejś potrzeby lub osiągnięcia celu, często połączony z poczuciem bezsilności.

Tak należy określić moje odczucia, gdy czytam kłamliwe określenie "polskie obozy koncentracyjne".
Dlatego, mimo, że jestem osobą wzbraniającą się od przekleństw i wszelakiej "łaciny", pozwalam sobie dołączyć pełen dosadności filmik, który powinien być pokazywany obowiązkowo, trzy razy dziennie w środkach przekazu wszystkich państw, które nie maja, lub nie chcą mieć pojęcia o prawdziwej historii.
Filmik oczywiście nie jest mojego autorstwa, ale został ściągnięty z youtube.