U nas? - chyba niewiele się ostało.Za to tam, gdzie jeszcze nie ma Unii (gdzie "zacofanie, bieda, wstecznictwo, etc, etc..") można jeszcze kupić rzeczy normalne i zjeść rzeczy jadalne.
Kolega nasz serdeczny, z racji swojej pracy, co kilka tygodni jedzie na Ukrainę.
Przebywając tam przez kilka dni musi jeść i pić, więc przetestował najróżniejsze produkty dostępne na tamtejszym rynku.
Z dobroci serca otrzymaliśmy już kilkakrotnie próbki tamtejszych wyrobów dostępnych w zwykłych sklepach (nie w sklepach ze zdrową żywnością, czy też produktami ekologicznymi).
Po prosu na półkach sklepowych stoją tam tylko takie: sałatki warzywne, w których jedynym konserwantem jest sól, ewentualnie ocet, soki (dostaliśmy kiedyś brzoskwiniowo - marchewkowy) składające się w 100% z soku z brzoskwiń i marchwi, jadalne czekolady i cukierki, a wczoraj ku naszej radości i mlaskaniu okazało się, że zwykły sok pomidorowo - warzywny, składa się z tego, co w nazwie: 94, 6% przecieru pomidorowego, a do tego (daruję sobie procenty) przecier marchwiowy, buraczany, sok (!) cytrynowy, sól kuchenna, pieprz czarny, czosnek. Żadnych glutaminianów, benzoesanów, regulatorów kwasowości i aromatów "identycznych z"...
A czekoladki - niebo w gębie. Smak z mojego dzieciństwa, zanim przepisy unijne dopuściły stosowanie rzeczy niejadalnych w jadalnych. Cukierki - w tym wypadku krówki - mogą konkurować z najdroższymi cukierkami robionymi ręcznie na zachodzie - a kosztują grosze.
Dlaczego tak nie może być u nas?
Unia, panie, Unia... nowoczesność i postęp.
Tylko jeżeli chcę zjeść coś nieszkodliwego muszę zrobić to sama.










