piątek, 24 lutego 2012

Popiół i zajączek

Kiedy mroziło nam nosy i uszy ciężko było wyjść z domu. Teraz, kiedy wszystko się roztapia, jest jeszcze gorzej. I jak tu zadowolić ludzi? Moja ulica jest płynącym potokiem przemiennie z bagienną czeluścią. I wcale nie mieszkam na wsi. Moja wymarzona wieś ma ulice utwardzone. A tu mamy miasto wojewódzkie i błoto po kostki.
Środowe posypanie popiołem budzące refleksje nad marnością życia budzi w nas także myśl o rychłym odrodzeniu. Taka subtelne nadzieja na radość, która sama staje się radością w oczekiwaniu na zmartwychwstanie - także przyrody. To pora roku, która cieszy nas narodzinami zwierząt i młodymi w ptasich gniazdach. Jak napisałam, ta zapowiedź wiosny podsunęła mi pomysł wykonania przytulastego zajączka.

Miał być z grzechotką w brzuszku - jest przeznaczony dla maleńkiej damy, ale praktyczna strona życia zwyciężyła - zabawkę trzeba będzie prać.

środa, 22 lutego 2012

Bakterie i wiosna

Troszeczkę czasu uciekło niepostrzeżenie, a to za sprawą stworów zupełnie niewidzialnych, czyli bakterii lub też wirusów. Mnie choroba nie zmogła do końca, za to dwoje dzieci musiało pozostać w domu z powodu nie najlepszego stanu zdrowia. Oczywiście katar, kaszel, czy też ból głowy wcale nie musi być przeszkodą w rozrabianiu. Jak więc napisałam - czas uciekł. Czasu na szycie nie miałam, za to wymyśliłam, co następnego uszyję. Może już jutro uda mi się pomysł zrealizować.
Poranne, coraz głośniejsze koncerty ptaków sprawiają, że bardzo chce się już wiosny i kwiatów...

poniedziałek, 20 lutego 2012

Lalka u fryzjera

Odwilż i dodatnie temperatury przyniosły ze sobą katar i gorsze samopoczucie. Łamanie w kościach skutecznie odebrało mi możliwość wyjazdu i wzięcia udziału w oczekiwanym kursie ikonopisania.
Cóż, żal, ale może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja.
Tymczasem igła robi co chce, a siedzenie przy maszynie do szycia stało się bardzo męczące.
Udało mi się jednak mojej „Madame”  przyszyć i przystrzyc włosy.
 Teraz jako „door doll” z wyniosłą miną oznajmia światu „Nie Przeszkadzać”.
Lalka ma stanik z bordowego aksamitu, rękawy z koronki, a spódnicę z cieniusieńkiej czarnej bawełny. Pod spodem krynolina z bawełnianych tasiemek i satynowej wstążki z usztywnieniem.
Ciągle leży w pudełku pełna zadumy główka kolejnej lali.
Teraz jednak czeka mnie przygotowanie niespodzianki dla gości, których oczekuję w przyszłym tygodniu.
Nawet się nie obejrzymy kiedy nadejdzie Wielkanoc. Myślę więc, że powinno to być „coś na temat”. Na razie leżę i łykam witaminki czekając na koniec bólu wszystkich „zawiasów” i na to, co wyniknie z kataru.

niedziela, 19 lutego 2012

Tęsknota za zielenią


Niedzielne lenistwo wymuszają dzisiejsze niespodziewane roztopy. Szycie, jak zwykle w niedzielę odłożone na bok. Ulice, po których płyną strumyki otoczone przez rozjeżdżoną i rozdeptaną szarą maź oraz padający deszcz zniechęcają do spacerów i wychodzenia z domu. Rodzina snuje się po domu czytając po trochu gazety i książki. Dzieci trochę się nudzą, ale wyciągnęły gry planszowe i karty. Pogaduchy przy obiedzie przeciągnęły się aż do popołudniowej herbatki.
W takie dni tęsknimy do lata i słońca. Do lasu i przestrzeni zielonych po horyzont.
 Ale najpierw będziemy się cieszyć śpiewem ptaków od świtu nawołujących się nawzajem - czasami - nawet w mieście śpiewają tak głośno, że budzą nas o świcie mimo zamkniętych okien. Ta pora roku już niedługo, a ja już nie mogę się doczekać.

sobota, 18 lutego 2012

Len i bawełna

W kuchni na talerzu czeka jeszcze kilka ostatnich pączków... Wielkie czwartkowe smażenie zaangażowało całą rodzinę; jednych do pracy drugich do pożerania świeżych dobroci.

Tym czasem w menu mamy kolorowe nici, szpilki i pomysł na …
... na  tak wiele rzeczy, że nie wiadomo za co się zabrać. Może miś, zajączek, lalka.
Zacznę od podkładek pod talerze.
W domu spokój, dzieci poszły bawić się na śniegu i tylko pies pochrapuje na dywanie obok mojego krzesła. Wielka maskotka i niezmącona cierpliwość dla moich rozrabiaków. Nasz ogromny przyjaciel – nie tylko z powodu rozmiarów, ale głównie z powodu kochającego psiego serca.
„Wielki pluszak” i groźny obrońca
Po kilku godzinach mierzenia, fastrygowanie i szycia mam gotowe dwie podkładki pod talerze z lnu obszytego bawełną i dwie podkładki pod kubeczki do kompletu.

czwartek, 16 lutego 2012

Nowa buzia


W kolejce czeka buzia wesołej, czerstwej kobitki – aż się prosi o ubranie jej w strój ludowy.
To dopiero wyzwanie – godziny zszywania, dopasowywania...

Im ciekawszy pomysł tym więcej czasu potrzeba na jego realizację. Są już buciki dla Madame.
Dziś przy porannej kawie zaczęłam myśleć o niewolnictwie. Nie tym z przeszłości. Nie o tych, którzy zniewoleni warunkami ekonomicznymi pracują we wszystkie dni tygodnia odbierając siebie rodzinie.
O nas samych, O tym zniewoleniu, którego nawet nie jesteśmy świadomi. O tym, że mamy przymus posiadania ciągle nowych rzeczy. Nie potrafimy już używać przedmiotów tak długo, jak długo nam służą. MUSIMY je ciągle wymieniać i kupować nowsze, bo stare są niemodne lub widać na nich ślady zużycia. Wspaniały jest dla mnie cytat z dziecięcej baśni, gdzie bohater mówi do kota o swoich butach „dostałem je po dziadku – są jeszcze prawie nowe!” Niestety jakość przedmiotów otaczających nas dopełnia to błędne koło. Kupujemy rzeczy nietrwałe, bo takie są łatwo dostępne i na takie nas stać, często wzdychając do sprzętów jakie mieli nasi dziadkowie. Zwróciliście uwagę, że kiedyś robiło się rzeczy nie tylko trwałe, ale dodatkowo zawsze piękne?
Przyznaję, że proste formy mogą być piękne, ale dlaczego odebrano im duszę? I szanse na ożywienie ludźmi? Spójrzcie na reklamy mebli kuchennych. Zwykle towarzyszy im piękna kobieta w stroju wieczorowym. I tylko tak te kuchnie prezentują się dobrze. Sterylne, wysprzątane, bezduszne. Wyobraźcie sobie,że ta sama pani gotuje właśnie obiad, albo piecze ciasto i pomagają jej w tym dzieci. Wieczorowa suknia ląduje w szafie lub zakrywa ją obszerny fartuch, na blatach robi się bałagan, a na błyszczących frontach pozostają ślady dziecięcych paluszków. Znika cały szyk i elegancja. Nawet ta reklama lansuje styl gotowania „bez bałaganu” - półproduktów, lub gotowych dań odgrzewanych w kuchence mikrofalowej. I lepiej żeby nie było dzieci – bo zrobią bałagan.
Niewoli nas „lans”.
    Inna forma zniewolenia zabiera nasz czas.
Ciągle go nie mamy i ciągle go marnujemy pozwalając go sobie odbierać – głównie telewizji i (przynajmniej niektórzy) internetowi . I tu kolejny przymus. Jeżeli nie nagrywamy programów (kto nagrywa?!), to telewizor mówi kiedy mamy usiąść i oglądać, kiedy można pójść do toalety (w przerwie reklamowej) lub po kanapkę...  Jesteśmy niewolnikami przedmiotów i kradzionego czasu. Wyłączenie telewizora darowuje mnóstwo czasu i możliwości. Spróbujcie!

środa, 15 lutego 2012

Sukienka

Powoli, z mozołem powstaje sukienka dla Madame. Szycie ciągle przerywane niezbędnymi pracami domowymi nie idzie tak szybko, jak bym chciała. Trzeba rozwiązać kilka problemów z sylwetką lalki. Dobrze, gdyby łabędzia szyja dawała się trwale kształtować. Pozostało jeszcze dobranie fryzury. (tu pozuje w gałganku na miejscu włosów w trakcie próby dobrania koloru rękawków.)
Sukienka jeszcze nie skończona, ale wyłania się już zarys postaci. Przy okazji okazało się, że sukienka lepiej się układa kiedy krynolina jest niezależnym elementem stroju.  Uzupełnimy biżuterię, i włosy...
 Czasu znów zrobiło się mało, bo lala musi być gotowa do końca tygodnia. Potem czeka mnie wyjad
w góry, w piękne okolice Krynicy na długo wyczekany kurs pisania ikon. To moja kolejna fascynacja sztuką, która sama podlegająca kanonom, porządkuje spojrzenie na świat.