Podróż, jak podróż. W przeszłości wielokrotnie przez nas odbywana w różnych porach dnia, czy nocy i rozmaitych porach roku. Rekordem było pokonanie tych 400 kilometrów w czasie lekko poniżej czterech godzin (w czasach, gdy autostrada sięgała jedynie Krakowa) ale to zdarzyło się może raz, przy czym było to w środku lata, w niedzielny poranek, przy pięknej pogodzie, gdy jasno robi się już około godziny drugiej/trzeciej, a wszyscy ludzie śpią sobie we własnych pieleszach, zamiast używać samochodów.
| drewniany, zabytkowy kościół |
Przyznam, że przy okazji przebudów, korków i karamboli jechaliśmy też razu jednego około 9 godzin w jedną stronę.
Tym razem jednak z przyczyn obiektywnych (1 samochód potrzebny Archaniołowi, który na chlebek z masełkiem zarabia) i ekonomicznych (cena paliwa) wypadło mi pojechać w piękne roztoczańskie strony środkami komunikacji publicznej.
I tu zaczęły się schody.
| cerkiew |
Pozostaje więc rozejrzeć się w autobusach. Są! Dwa na dobę z Katowic do Jarosławia - to najdalej na wschód położony punkt na trasie mojej podróży. Na szczęście znalazł się też autobus z Jarosławia do Tomaszowa i to w niewielkim (mniej niż pół godziny) odstępie czasu.
Wyruszając z Katowic po północy już przed dziewiątą rano byłam w moim miejscu docelowym. Sprawy załatwiłam niewiarygodnie szybko, choć i tak z perturbacjami, jednak pozytywnie.
Zdążyłam nawet wsiąść do tego samego autobusu, który mnie przywiózł i wyjeżdżał z Tomaszowa do Rzeszowa o godzinie dziesiątej.
(Do pełni szczęścia rozładował mi się telefon - zostałam więc bez zegarka i jakiejkolwiek komunikacji ze światem i bez aparatu fotograficznego. Dlatego zdjęcia z charakterystycznymi obiektami Tomaszowa musiałam znaleźć w internecie.)
Jak się okazało, moje założenie, że większe miasto będzie miało lepszą komunikację i umożliwi mi łatwiejszy dojazd do domu, okazało się mocno błędne. Należało wysiąść w Jarosławiu, gdzie mogłam wybrać kilka autobusów i jakiś pociąg w interesującym mnie czasie. Tymczasem z Rzeszowa w kierunku Katowic i Krakowa odjeżdżają (w sumie) trzy autobusy w ciągu doby. Zrozpaczona poszukałam ratunku na kolei.
| szkoła muzyczna |
Tym sposobem, przyspieszając sobie nieco jazdę, czekając wszędzie krócej niż pół godziny na przesiadkę, z mniej niż półtoragodzinną przerwą na załatwienie sprawy u celu, już po DWUDZIESTU godzinach wróciłam do domu.
W głowie jeszcze mi huczy...
Kolej nieprędko mnie zobaczy.
Właśnie zaczęłam się zastanawiać po co kupiono owe Pendolina, skoro tory, organizacja komunikacji, infrastruktura naszych kolei są w takim stanie jak są. Tu się trzeba brać do roboty, a nie kupować zabawki.
No, chyba, że nabyto od razu obiekty muzealne, byśmy mogli podziwiać, jakimi pociągami podróżuje się w innych krajach. Ale nawet wtedy, to wyrzucony pieniądz - wszak nasz PaFaWag robił wagony na najwyższym poziomie, zamawiane przez różne firmy, ze wszystkich stron świata. Trzeba było dać zarobić swoim.
Ups. Zapomniałam - nie da się - to własność Kanadyjczyków...





